Więzy rodzinne (Ja i mój tata, reż. Aleksander Pietrzak)

W pewnym momencie życia role niespodziewanie się zmieniają i dziecko staje się rodzicem swojej matki lub ojca. Przed taką sytuacją staje Dawid, bohater półgodzinnego filmu Aleksandra Pietrzaka Ja i mój tata. Umiera matka, samotny ojciec przeprowadza się do syna. Wkrótce pojawia się druzgocąca diagnoza – Alzheimer. To sytuacja bardzo trudna zarówno dla chorego Edwarda, jak i rodziny opiekującej się nim. Edward coraz bardziej traci kontakt z rzeczywistością, nie rozpoznaje najbliższych oraz swojego odbicia w lustrze. Łatwiej przypomina sobie fakty z odległej przeszłości niż dzisiejsze śniadanie. Nie panuje nad własnymi potrzebami fizjologicznymi, gubi się w terenie, nie potrafi się wysłowić, za to doskonale pamięta, jak uchronić załogę przed sztormem – wszak przez kilkadziesiąt lat był marynarzem.

Film pokazuje esencję problemu społecznego, jakim jest choroba Alzheimera. Ogranicza się do zaprezentowania najbardziej typowych objawów tej choroby, która u każdego ma nieco inny przebieg. Nie jest to głębokie studium problemu, jakie znajdziemy choćby w Still Alice, adaptacji bardzo dobrej książki Lisy Genovy zatytułowanej Motyl. Zresztą nie ma na to miejsca w krótkim metrażu, którego celem jest raczej zasygnalizowanie zjawiska i uwrażliwienie widzów na jego pewne syndromy.

Drugi, równie istotnym problem poruszony w dziele Aleksandra Pietrzaka to wyzysk pracowników. Dawid ma pracę w korporacji, która zabiera mu sporo cennego czasu, kiedy wolałby go poświęcić rodzinie: ciężarnej żonie, synkowi i zagubionemu ojcu. Szef dokłada mu kolejne zlecenia, szantażując teczkami kandydatów na jego stanowisko. Innymi słowy, człowiek musi wybierać między pracą a życiem rodzinnym.

Oba tematy się zapętlają, tworząc emocjonalną opowieść o złożonych relacjach międzyludzkich, o trudnych wyborach. Bo w pewnym momencie Dawid musi zadecydować, czemu się podporządkować: zobowiązaniu opieki nad rodzicem; żądaniom żony, która zdecydowanie nie chce mieszkać z teściem; czy wymogom szefa, by zachować pracę?

Siła tej opowieści tkwi w znakomicie napisanych i zagranych przez Krzysztofa Kowalewskiego i Łukasza Simlata postaciach, między którymi wyczuwa się wyjątkową więź. Przejawia się ona w słowach Dawida, który tłumaczy żonie, dlaczego trzyma ojca w domu: „czekam na chwile, w których on znów na powrót jest sobą”. A także w prostej narracji na początku filmu przedstawiającej zdjęcia rodzinne, w której wyczuwa się ciepły stosunek bohatera do rodziny. Później ta scena w innej formie wraca, kiedy Dawid próbuje ojcu przypomnieć za pomocą fotografii członków rodziny. Trudny i ponury temat harmonijnie przeplata się z humorem postaci, w czym Ja i mój tata może przypominać Moje córki krowy, zapewniając widzom śmiech przez łzy. Kolejny po Mocna kawa nie jest zła udany film młodego reżysera – pozostaje nam czekać na jego debiut pełnometrażowy.

Recenzja ukazała się w „Ińskie Point” nr 2/2017

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *