Kamera Akcja 2017: Niemiłość / Maudie / 20th Century Women

Od Festiwalu Krytyków Filmowych Kamera Akcja minął już miesiąc, a na blogu relacja skończyła się na jednym poście, w którym piszę o największych rozczarowaniach. Dzisiaj porcja kolejnych trzech opinii, w tym dwie, dla odmiany, dotyczą najlepszych filmów, jakie udało mi się zobaczyć.

Niemiłość, reż. Andriej Zwagincew (Premiera 2 lutego!)

Filmem otwarcia był rosyjski dramat rodzinny. Tytułowa niemiłość trafnie ujmuje relacje między bohaterami. Po pierwsze rodzice się rozwodzą, co owocuje awanturami w domu z pełnymi nienawiści epitetami rzucanymi sobie wzajemnie w twarz. Po drugie żaden z rodziców nie chce przygarnąć do siebie synka, każdy planuje już nowe życie z kimś innym. Syn to słyszy i pewnego razu postanawia uciec z domu tam, gdzie nikt go nie znajdzie… Poszukiwania wbrew pozorom nie zbliżają do siebie rodziców, wręcz zaostrzają konflikt. Poszukiwania stają się pretekstem do bliższego poznania postaci, które tak naprawdę nigdy się nie kochały i pokochać kogoś nie potrafią. Widać to w relacji Zhenyi z matką, a później z jej zamożnym kochankiem, widać to w nowej rodzinie Borisa, który nie potrafi okazać miłości swojemu drugiemu dziecku z nowego związku… Film momentami nuży, ale nie można odmówić mu precyzji w spostrzegawczym relacjonowaniu codzienności składającej z wielu niedostrzegalnych gestów, umykających chwil…

Ocena: 6/10

 

Maudie, reż. Aisling Walsch

Wiedziałam, że tego filmu nie mogę pominąć, gdyż każda sfilmowana biografia artystki zapewnia mi mnóstwo inspiracji i niesamowitych emocji. Nie inaczej było z historią mało znanej na świecie kanadyjskiej malarki Maud Lewis, która reprezentuje nurt tzw. malarstwa prymitywnego. W Polsce takim malarzem był Nikifor i to z nim postać Maudie kojarzyła mi się od początku, część ujęć artystki były niemal identyczne z tymi z filmu Mój Nikifor. (Co budziło moje obawy, bo film o Nikiforze bardzo mi się nie podobał). Na szczęście Maudie to przeurocza, bardzo ciepła, wzruszająca opowieść o zaskakującej pasji i kreatywności (i upartości!) oraz wielkiej, niespodziewanej miłości i przywiązaniu do drugiej osoby.

Ocena: 8/10

 

20th Century Women, reż. Mike Mills

Pomyśleć, że moje początkowe plany nie obejmowały tej projekcji i straciłabym jeden najlepszych seansów nie tylko na festiwalu, ale chyba w tym roku, jeśli w ogóle nie w życiu… Ta perełka zasługuje zdecydowanie na głębszą analizę, której teraz nie poczynię ze względu na to, że od seansu minęło już trochę czasu… Ale wiem, że jak ten film doczeka się polskiej dystrybucji kinowej to pójdę znowu i potem go porządnie przeanalizuję… Nie tylko przez wątki feministyczne, których tutaj jest całkiem sporo – nie są to na szczęście agresywne manifesty kobiet, które już same nie wiedzą, czego chcą od życia. Padają tu podstawowe pytania o naszą tożsamość, nasze ciało i otwartość mówienia o tym – które nie tracą na aktualności. Dodaje jej zabieg umieszczenia w dużym gronie kobiet bohatera, który wkracza w wiek dojrzewania, jest wychowywany bez ojca, przyjaźni się z mamą, współlokatorką i dziewczyną, w której się podkochuje. Chłopiec osaczony przez kobiety siłą rzeczy poznaje zasady rządzące światem i relacjami międzyludzkimi z perspektywy kobiet na różnym etapie życia. Prawdopodobnie w ten sposób dorośnie idealny mężczyzna dla kobiet, mężczyzna, który je zrozumie…

Za niesłychaną przyjemność w oglądaniu tego filmu odpowiada retroklimat (wyjęty z filmów Allena). Akcja rozgrywa się od lat 20. ubiegłego wieku po lata 90., obserwujemy przebieg zmian zachodzących w społeczeństwie, żegnamy się z jedną epoką, by z nie mniejszą nostalgią przywitać kolejną, która przywołuje nam skojarzenia z pewnymi ikonami nie tylko popkulturowymi. Rewelacyjna scenografia (tu remont domu zasługuje na dekontekstualizację), świetne aktorstwo, znakomity scenariusz… To film, który przypomina mi, za co tak uwielbiam kino.

Ocena: 8/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *