A kto się w styczniu urodził…

Pierwszy miesiąc nowego roku za nami. Podobnie jak większość z Was zwróciłam uwagę na to, jak styczeń jest inspirującym miesiącem dla „przyszłych” (i już obecnych) blogerów (książkowych). Co chwilę jakiś blog obchodził kolejną rocznicę istnienia. Jeśli założenie bloga było postanowieniem noworocznym tychże blogerów – to serdecznie gratuluję im wytrwania w tym postanowieniu nie tylko przez rok, ale także przez kolejne lata. Oby tak dalej. 🙂 Osobiście w minionym miesiącu zakończyłam 9. rok blogowania i 23. rok życia. Na te dwie okazje mam szkice postów w stylu życiowych postanowień na kolejne lata oraz decyzji, na które wpłynęło posiadanie bloga, ale stwierdziłam, że są zbyt oklepane i póki co zachowam je dla siebie.

A teraz parę słów o zmianach na blogu.

Po pierwsze cieszę się, że nowa nazwa Przekładaniec kulturalny przyjęła się na tyle, że nawet sama zapominam, że kiedyś blog miał inną nazwę (o czym przypominają mi tylko paczki od Znaku).

Po drugie wiem, że mniej jest mnie tutaj, a więcej przy spotkaniach literackich, filmowych i ogólnie kulturalnych. Z jednej strony żałuję, bo brak regularnych postów nie sprzyja regularnym odwiedzinom oraz pisaniem o wszystkim, o czym chciało się pisać (szkiców zaczynam mieć więcej niż nowych wpisów). Z drugiej strony… żyję i tego nie żałuję. 😉

Po trzecie konfrontacja świata książkowej blogosfery z akademicką podstawą krytyki, z którą mam do czynienia na