Dlaczego zwymiotowałam w trakcie spotkania autorskiego?

Szczerek

W teatrze Barakah bywam dosyć często, ponieważ we wtorki wieczorem odbywają się tematyczne seanse filmowe w ramach Akademii Filmowej, poprzedzone prelekcją. Dzisiejsza wizyta była inna, ponieważ po raz pierwszy pojawiłam się na Dramatorium. Dramatoria to spotkania literackie, podczas których aktorzy czytają fragmenty wybranych książek. Dzisiejsze spotkanie skusiło mnie obecnością Ziemowita Szczerka, autora nagrodzonej Paszportem Polityki powieści Przyjdzie Mordor i nas zje oraz niedawno wydanej Siódemki. To tej drugiej fragmenty były czytane. I muszę przyznać, że mam ambiwalentne uczucia wobec tej nowej powieści. Myślę, że kiedy przeczytam ją sama, wtedy wyrobię opinię, czy ta cała satyra wobec obrazu Polski nie bazuje na samych stereotypach, nie wychodząc poza granice humoru. Co do czytających aktorów… Początkowo nie zapowiadali się dobrze, brak płynności w czytaniu sugerującej, że aktorzy mieli przed sobą tekst po raz pierwszy i regularne parskanie śmiechem było dalekie od profesjonalizmu. Ale w porządku, później było lepiej, przekonali mnie do siebie i książki,

Może marudzę, może powinnam bardziej wyluzować.

Druga część spotkania to pojawienie się Ziemowita Szczerka, któremu prowadząca i publiczność miała zadawać pytania. Zaczęto od pierwszej powieści… Zapowiadała się ciekawa rozmowa, gdyby nie to, że Szczerek czując się całkiem luźno i swobodnie wyjmuje papierosy, jednego podaje prowadzącej, drugiego wkłada do buzi i zapala… To wystarczyło, aby reszta publiczności poczuła, że ma całkowite zezwolenie na palenie wyrobów tytoniowych. I zniosłabym, gdyby to były te dwie gwiazdy programu „na scenie” i ewentualnie ten jeden chłopak siedzący niedaleko mnie. W pewnym momencie grupę starszych kobiet siedzących obok mnie zastąpiła banda młodzieży, która bez oporu zaczęła palić. Myślałam, że tego jednego papierosa wytrzymam, ale po chwili, jedna dziewczyna jak skończyła pierwszego, tak wyciąga drugiego i zapala… Dziewczyna siedząca po prawej stronie również. Najwyraźniej powszechna zgoda na palenie sprawia, że ludzie zaczynają wcinać kolejne fajki, jak solone paluszki na nierozkręconej jeszcze imprezie. Chciałam być dzielna, ale takiej ilości papierosowego dymu nie doświadczyłam bardzo dawno, może dlatego, że palenie wychodzi z mody (złudne nadzieje!) lub po prostu udaje mi się unikać palącego towarzystwa i lokali. Kiedy potem rozsądnie uświadomiłam sobie, że ten smród wsiąknie w moje ubrania i włosy… Że te świństwo zalega właśnie w moich płucach, bo nie mam już „czystego” powietrza (umownie czystego, bo w Krakowie o takie jest trudno – i nie rozumiem, dlaczego ci ludzie palą zamiast pobiegać?!)… Po prostu wstałam wyszłam, bo zaczęłam się dusić. Nie warto zatruwać się dla poznania powieści, jej procesu powstawania, inspiracji itd., dla podpisu w książce… Wyszłam i zrobiło mi się niedobrze, bardzo niedobrze… Mówiłam, że krakowskie powietrze nie sprzyja odświeżeniu, ale jakoś bez przygód dotarłam do domu.

Tak mają wyglądać spotkania kulturalne?! Poczułam się wykluczona, bo znalazłam się w gronie chamów. Ludzi, których nie obchodzi, czy komuś smród i dym papierosowy może przeszkadzać. To było żenujące.

To spotkanie nie odbije się na mojej ocenie książek autora, ale wiem, że raczej nie chce się z nim już zobaczyć, choć wydawał się całkiem sympatycznym gościem. I nie kupię jego książki, bo nie chcę dokładać tych nędznych groszy do trujących paczek z fajkami, którymi Szczerek częstując prowadzących otwiera swoje spotkania autorskie.

25 thoughts on “Dlaczego zwymiotowałam w trakcie spotkania autorskiego?

  1. Jak dla mnie to szczyt braku kultury, chamstwa wręcz, by autor na własnym spotkaniu autorskim zaczął palić co tym samym zachęca innych.
    Nie znam człowieka ani jego twórczości, ale kim by nie był to ma u mnie minus!

    1. Generalnie panowała zgoda na palenie i picie, takie to teatralne środowisko, ale nikt podczas czytania fragmentów nie ośmielił się zapalić, póki sam pisarz bez pardonu wyjął fajki i zapalił. Obok mnie były powątpiewania, czy można palić, ale jak jedna skomentowała: no jak oni (mając na myśli pisarza i prowadzącą) palą, to my też możemy.

  2. No jestem w szoku! Moim zdaniem coś niewyobrażalnego. Przyznam Ci się, że ja akurat palę, ale nie wyobrażam sobie, żeby robić to w pomieszczeniu zamkniętym, wśród osób, które nie palą. Nigdy nie palę na ulicy, przystanku i w ogóle w miejscu publicznym. Współczuję Ci, naprawdę i tak byłaś dzielna, że tyle wysiedziałaś:) Duży minus dla autora i całej reszty egoistów.

    1. Tam było tyle palaczy, że pojedyncze jednostki były chyba niewyobrażalne. Najwredniejsze było to, (co też obserwuje na przystankach), że taki palacz dosiądzie (stanie) obok ciebie i zacznie palić. Nie zapyta, ani nic. Siłą rzeczy jesteś zmuszona albo to znosić albo wyjść.

    1. Patrząc na stosunek ilości palaczy wobec niepalących, można odnieść wrażenie, że ze strony autora był to raczej luzacki gest w stronę obecnych: „jestem taki jak Wy, też chcę palić w publicznych miejscach”. Szkoda, że nie dostrzegają, że dla innych to może być równie dyskomfortowe doświadczenie, co siedzenie w towarzystwie bekających i puszczających bąki ludzi.

  3. Nie byłem na wydarzeniu. Ale po przeczytaniu Twojego tekst wprowadzę trochę polemiki. Po pierwsze jeżeli to był lokal dla palących, to mieli do tego święte prawo.

    Po drugie, co Cię obchodzi co autor robi z pieniędzmi? Jak dla mnie to może nawet prowadzić kolonię mrówek. Czy tylko dla tego że nie lubię koloni mrówek, to mam zaprzestać kupować jego książek (nawet jeżeli będą ciekawe?). Czy tylko dla tego pracodawca ma mi przestać płacić pensję, jeżeli uzna że ja palę, a on nie i jemu to przeszkadza? Logika trochę dziwna.

    Po trzecie minus dla publiczności, która ja ślepe baranki podążyła za prowadzącym. Jak palę, to robię to kiedy chce i gdzie chce, a nie wtedy, gdy jest odgórne „przyzwolenie”. Jeżeli jest zakaz, to go respektuje, jak widzę, że człowiek obok mnie nie pali, to pytam się czy nie przeszkadzam. Ogólnie takie jest kredo. Jak widać niektórzy mają klapki na oczach.

    P.S
    Wiesz że, alkohol niszczy organizm w podobny sposób co fajki? Powiem, że gorzej, bo atakuje układ nerwowy i również zwiększa ryzyko raka. Ale z drugiej strony po co matce ziemi moje czyściutkie ciałko 🙂

    Dobranoc 🙂

    1. W tym teatralnym pomieszczeniu nie było informacji, że jest to palarnia. W przeciwnym wypadku nawet bym tam nie wchodziła. O przyzwoleniu na palenie papierosów dowiedzieliśmy się po 10 minutach spotkania, jednak nikt nie ośmielił się ćmić, kiedy aktorzy czytali fragmenty. Chyba tu mieli jeszcze wyczucie, że dym raczej nie sprzyja występom. I być może mieliby to wyczucie dalej, gdyby pisarz nie zapalił, czym wyraził jasno, jemu palenie nie przeszkadza.
      Oczywiście, że mnie nie obchodzi, co autor robi z pieniędzmi. Moja uwaga na ten temat była przytykiem w stronę tego, co on mi zrobił tym spotkaniem i fajkami, zwłaszcza, że jestem świadoma, ile pisarze na swoich książkach „zarabiają”.
      Niestety, żadna z osób przysiadająca się do mnie, nawet nie raczyła o to zapytać.

      PS. A wiesz, że papierosy bardziej szkodzą niepalącym niż palącym? Palacze wydychają te trujące substancje, które niepalący w ich towarzystwie są zmuszeni wdychać. Jak ktoś chce sobie niszczyć zdrowie i nabawić się raka – jego wola, ale niech do tego nie zmusza innych.

      Pozdrawiam 🙂
      Niepaląca i z reguły niepijąca.

    1. No trudno. To chyba u mnie już jakaś noworoczna tradycja, kiedy w styczniu o moim blogu jest gdzieś głośno i to raczej w negatywnym wydźwięku.

  4. Pani historia króluje dzisiaj w sieci w sensie humorystycznym. Książki czytać się umie, ale doczytać w informacji o imprezie, że podczas Dramatorium można – cytuję – „wspólnie czytać, wspólnie słuchać, wspólnie pić, skakać z balustrady, wspólnie dyskutować, oglądać, śpiewać, recytować, kraść kukurydzę, PALIĆ, pluć na odległość i szukać dziury w całym!” to już nie łaska? No jedno się Pani udało zrealizować: „szukanie dziury w całym”.

    1. Przepraszam, najwyraźniej ta informacja mi gdzieś umknęła albo miałam nadzieję, że mimo pozwolenia nie będą tego praktykować. Zapewniam, że oprócz szukania dziury w całym udało mi się także słuchać i oglądać (do pewnego czasu). 🙂

  5. Szanowna Pani,

    Dawno to już było, ale dziś dopiero ujrzałam wpis, skomentuję więc.

    Po pierwsze – tak czy siak – dziękujemy Pani za przybycie.

    Sala, w której odbywało się Dramatorium jest salą dla palących, o czym informuje kartka na barierce schodów. Podczas całego Dramatorium ludzie palili, może nie koło pani, na pewno na antresoli. Nie dziwi mnie fakt, że zapalili bardziej, widząc, że ktoś zapalił, tak działa nasza psychika, widzimy idących ulicą ludzi z puszkami coli i sami mamy ochotę.

    Knajpy, spotkania kulturalne mają to do siebie, że panuje na nich luźniejsza atmosfera niż w biurze (nawet XX-wiecznym). Panuje też tolerancja. Gdyby więc Pani poinformowała nas o swoim problemie, odłożylibyśmy papierosy, a bardzo dobra wentylacja w ArtCafe szybko wygoniłaby dym.

    Jeśli idzie o aktorów, to idea Dramatorium polega na tym, że jest to czytanie performatywne, improwizowane, nie teatralny spektakl. Dlatego też niszczymy wszelkie bariery, rozmawiamy z widzami, wspólnie się śmiejemy.

    Zapraszam na kolejne nasze Dramatoria. Obecnie odbywają się one w foyer, gdzie palić nie można. Jednak, ostrzegam, zarówno widzowie, jak i aktorzy czasem piją piwo!

    Z pozdrowieniem,
    Anna Wyrwik
    Teatr Barakah

    1. Dziękuję za komentarz.
      Nie unikam Teatru Barakah, bo jestem w miarę regularną uczestniczką Waszych spotkań filmowych, które chętnie na fanpage’u promuję. Rozumiem ideę Dramatorium, zraził mnie nie jego charakter, ale okoliczności, jakie tu nastąpiły. Niestety, z doświadczenia wiem, że o brak tolerancji oskarżane są osoby niepalące, które nie tolerują dymu u innych. A ponieważ byłam w zdecydowanej mniejszości, to postanowiłam sama opuścić to miejsce. Piwo mi nie przeszkadza. Nie wykluczam możliwości pojawienia się na innych Dramatoriach, jak temat mnie zainteresuje, a czas pozwoli.

      Pozdrawiam

  6. Wyszłaby ze spotkania szybciej niż Ty 😉 mimo przyzwolenia w sali teatru Barakah na palenie papierosów uważam palenie papierosów w zamkniętych salach (nawet wentylowanych) za głupotę i nie szanowanie zdrowia swojego i cudzego. Widocznie niektórzy dalej utożsamiają jakoś palenie z „artyzmem”.

    1. Wiesz, gdybym weszła do prywatnego mieszkania, to nie miałabym prawa się czepiać. Choć gdyby ktoś mnie zaprosił do siebie i zaczął palić, mimo wiedzy, że nie akceptuję tego, to miałabym prawo się obrazić.

  7. Clickbait, autorka wcale nie zwymiotowała! Wychodzę z bloga, nie chcę dokładać swych nędznych klików do kłamliwych postów, którymi Autorka częstując odwiedzających otwiera swoją notkę.

    1. Na serio spodziewałeś się, że będę opisywać szczegóły tej fizjologicznej czynności? 😉
      Przyznaję, że tytuł jest trochę prowokujący, ale zapewniam, że nie taki daleki od prawdy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *