Powstańcy warszawscy przewracają się w grobach (Miasto 44, reż. Jan Komasa)

Jeden z najgłośniejszych polskich tytułów tego roku, który po ośmiu latach zbierania funduszy doczekał się realizacji. Przez wielu zachwalany, przez aktorów goszczonych w ogólnopolskim teście o polskim filmie wymieniany jako najważniejszy i najlepszy film ostatniej dekady. Film ma czcić pamięć ofiar powstania warszawskiego, które wybuchło 40 lat temu.

Wstyd coś takiego pokazywać. Nie wiem, czy bardziej razi mnie film Komasy, który lepiej aby nigdy nie powstał, czy to, że wielu znanych i dobrych aktorów uznaje ten film za wybitne dzieło. Podczas seansu co chwilę łapałam się za głowę i po prostu nie wierzyłam, w to co widzę. Choć jestem jak najbardziej otwarta na eksperymenty filmowe i montażowe, na zmianę stylu narracji o II wojnie światowej, aby przestać o niej mówić tylko z patosem i każde dzieło dotyczące powstania i Holocaustu, z racji poruszanej tematyki, musiało być nominowane do najważniejszych nagród. I Komasa przełamał tę konwencję, pokazał ludzi z krwi i kości, młodzież, która próbuje czerpać radość z życia w tych trudnych czasach, a powstanie traktuje jak przygodę. To mi się podobało i chciałabym, aby to obroniło cały film.

Niestety, w pewnym momencie ta beztroska u młodzieży przestała być dla mnie wiarygodna. Trudno mi uwierzyć, że kiedy giną koledzy i koleżanki, oni dalej traktują powstanie jak zabawę. Być może tak było, a moje niedowiarstwo bierze się z przyzwyczajenia do bohaterskiego ukazywania ofiar wojennych.

To co w filmie razi najbardziej to jego stylistyka, która w moim odczuciu jest niestosowna do tematu filmu. Efekciarskie puszczanie bąbelków i motylków, które z sceny bohaterskiego czynu robią parodię komedii romantycznej – to coś sprawia, że cały film stał się dla mnie parodią historii, która sama w sobie była płytka, bo nie tylko ja odniosłam wrażenie, że powstanie warszawskie było tłem dla melodramatu rozgrywającego między Stefanem a Biedronką. Muzyka, na którą składały się współczesne niemal dyskotekowe hity, nie poprawiała sytuacji. W scenie, w której Alicja biegła z Śródmieścia na Czerniaków, równie dobrze słyszałabym w tle „Jesteś szalona”. Uwierzcie, nie odczulibyście większej różnicy.

Jestem stanowczo na nie! Być może Titanic opiera się na podobnym modelu, gdzie historia miłosna zaczyna być wątkiem ważniejszym od tragedii, ale oba wątki dobrze się uzupełniają. W przypadku Miasta 44 fabuła stała się nieplanowanym szyderstwem i parodią powstania warszawskiego, co tu budzi duży niesmak (w końcu mamy sporo komedii o II wojnie światowej, więc świadoma satyra tego kawałka historii nie jest niczym złym).

Ocena: 3/10

7 thoughts on “Powstańcy warszawscy przewracają się w grobach (Miasto 44, reż. Jan Komasa)

  1. „W scenie, w której Alicja biegła z Śródmieścia na Czerniaków, równie dobrze słyszałabym w tle „Jesteś szalona”. Uwierzcie, nie odczulibyście większej różnicy.”

    słuchaj, po prostu nie rozumiesz estetyki i tyle. ze sztuką współczesną masz na bakier i jest to zrozumiałe, nie każdy musi lubić Warhola, są tacy, którzy nie wyszli z prerafaelitów

    1. Rozumiem, że możesz się nie zgodzić z moim zdaniem i może Tobie taka stylistyka odpowiadać (choć nie, szczerze mówiąc, nie rozumiem jak to może się podobać, ale de gustibus…). Ale zarzucać mi brak pojęcia o estetyce i sztuce współczesnej nie można. Blisko 10 lat siedzenia w sztuce dosyć mnie uwrażliwiły na piękno nie tylko klasyczne, ale też współczesne i niekonwencjonalne. Niestety, „estetyka” filmu całkowicie kłóci się, moim zdaniem, z charakterem jego tematu.

  2. Nie kompromituj się. Większość twoich uwag jest kompletnie nietrafiona i zdradza głęboką ignorancję żeby nie powiedzieć czegoś dosadniej. Jak już coś piszesz to warto sięgnąć do dziadka google, bo takim pisaniem zaśmiecasz tylko internet. Jak się ma „Jesteś szalona” do orkiestry symfonicznej, którą zaprzęgnięto do nagrania wraz z elektroniką od człowieka, który stworzył brzmienie Depeche Mode? Puszczanie bąbelków i motylków, no no, nie wiem co brałaś przed seansem, ale chyba był fajnie. Koleżanko, ignorancja z jaką piszesz jest po prostu przykra. Ja i większość moich znajomych odebrała ten film jako wstrząsający, prowokacyjny i bardzo odważny. Zauważyliśmy też, że ludzie mający z tym filmem największy zgryz to co, którzy chcieliby, by, jak to napisałaś „bohaterskie czyny” były bohaterskie i nic więcej. No cóż, wydaje mi się że ten film nie miał być o bohaterskich czynach, ale o szaleństwie wojny opowiedzianym w najbardziej szalony, wyzywający sposób by skonfrontować wyobrażenia konserwatywnej i zakłamanej postawy widzów. Lżejszym filmem i prostszym do zrozumienia na pewno będą „Bogowie”, polecam takim jak ty. Nic nie trzeba konfrontować, wszywtko jest grzecznie i tak jak należy. Jak w Biedronce!

    1. Odnoszę wrażenie, że zabolało Cię to, że skrytykowałam film, który najprawdopodobniej uważasz za arcydzieło, choć nim nie jest (na szczęście nie jestem w tym zdaniu odosobniona). Co do muzyki, nieistotne w mojej krytyce jest to, kto ją tworzył, ale jak jej charakter pasuje do filmu, a właściwie nie pasuje. Nie twierdzę, że muzyka jest zła, tylko, że absolutnie nie pasuje do takiego filmu. Pasowała tak samo dobrze jak wspomniane disco polo – czyli razem tworzyli gryzącą się mieszankę.
      Tak, film jest prowokujący – łamie konwencję filmu wojennego. Doceniam ten gest Komasy, który faktycznie chciał pokazać film na przekór dotychczasowym oscarowym dziełom filmowym. Niestety przegiął. Wstrząsające w tym filmie jest to, że można tak żenująco przedstawić wydarzenie historyczne, z dramatu historycznego zrobić płytki romans. Bawmy się formą i historią, ale jak film ma czcić pamięć ofiar, to trzeba zachować wobec nich należyty szacunek. Moim zdaniem, Komasa całkowicie o tym zapomniał. Mnie było wstyd za niego.

      A film „Bogowie” faktycznie mi się spodobał, ale to w porównaniu z „Miastem 44” niebo a ziemia.

  3. Jaki trzeba miec iloraz „intelygencji” zeby uznqc ten film za romans. Hahaha no i tu koniec dyskusji, odpowiadaj sobie kolezanko sama, to twoj smieciowy blog zwyklej konserwatywnej zapatrzonej w siebie szarej myszy.

  4. Zdecydowanie się z Tobą zgadzam. Sam przyczepiłbym się do jeszcze wielu rzeczy, ale w sumie po co? Trafiłaś w sedno, z dramatu wojennego zrobili sobie jaja (co szczególnie razi w kontraście z ogromną ilością ukazanego okrucieństwa) i to dyskwalifikuje ten obraz.

    P.S. Błąd Ci się wkradł, powstanie nie wybuchło 100 lat temu, a 70.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *