Przedpremierowo: Via carpatia, reż. Klara Kochańska, Kasper Bajon

Premiera 23 listopada!

Via carpatia to będąca w trakcie budowy międzynarodowa trasa, która ma przebiegać przez wschodnią część Europy, od Kłajpedy na Litwie, przez Polskę, Słowację, Węgry, Rumunię, Bułgarię do Saloników w Grecji. Część tej drogi pokonują Julia (Julia Kijowska) i Piotr (Piotr Borowski), zamożne małżeństwo, których plany wakacyjne zostały pokrzyżowane przez pomysł matki (Dorota Pomykała), by syn pojechał po ojca. Warto dodać, że akcja rozgrywa się w 2016 roku, kiedy emocje związane z mistrzostwami w piłce nożnej przeplatają się z wiadomościami o kryzysie migracyjnym. Kolejna fala przybywających uchodźców przepełnia obozy nadmorskich krajów, a matka Piotra dostrzega w tym najlepszy moment na wyciągnięcie z nich ojca.

Kim jest ojciec i jak on tam się znalazł, nie zostało wyjaśnione. Wiemy, że od 30 lat matka regularnie z nim rozmawia raz w tygodniu (podobno tego nie wymyśla), natomiast Piotr nie miał z nim kontaktu. Wiemy także to, że były już próby „uratowania” taty, ale bezskuteczne. Nic dziwnego, że Piotr podchodzi sceptycznie do tego pomysłu, mimo to po załatwieniu lewych paszportów jedzie.

Via carpatia jest filmem drogi, który w założeniu miał skłonić do refleksji nad problemem uchodźców. Bohaterowie, docierając do Grecji, do obozów mieli się przekonać, jak stosunkowo niedaleko ich zamieszkania rozgrywa się dramat ludzi. W praktyce te założenia te nie zostały zrealizowane. Bohaterowie nie szukają ojca po obozach, docierają do jednego, który został już całkowicie zniszczony – i ten obraz, przywołujący skojarzenia z obozami koncentracyjnymi, jako jedyny w całym filmie robi mocne wrażenie. Julia i Piotr na końcu podróży spotykają tylko jedną rodzinę migrantów. Cała reszta pojawia się w mowie, czy to radiowej, czy to w rozmowach z miejscowymi, a także nerwowym czekaniu, aż ktoś przyleci, przypłynie lub przywiezie ojca. Tak jakby problem nie istniał lub był marginalny, przegadany. Czy taki był docelowy przekaz tego filmu? Jest on dość niepokojący, niejako uzasadniający polską politykę antymigracyjną – problemu nie ma, ludzi do ratowania też nie.

Czy doświadczenia w jakiś sposób zmieniły myślenie bohaterów? Nieco zmienione plany nie stanęły na przeszkodzie, by ostatecznie w dalszej część urlopu wrócić do tych pierwotnych pomysłów i beztrosko spędzić na greckim wybrzeżu. I dlatego czuję się oszukana. To miał być zupełnie inny film. Może nie o tak krytycznej wymowie, jak niedawno przeze mnie obejrzany Styx, który podobnie jak Via carpatia jest utrzymany w kameralnej atmosferze – minimum postaci, apoteoza codzienności i nagłe jej zestawienie z tragiczną sytuacją. Sytuacja, która wymierza palec w ksenofobów i ludzi, w pewnym chwilach, mierzących wyżej własne interesy niż ludzkie życie. Liczyłam, że Via carpatia będzie polskim głosem w tej kwestii, mam jednak wrażenie, że problem został tu zamieciony pod dywan. Albo głos twórców nie wyszedł poza ich głowy czy karty scenariusza, bo film wydaje się filmem mocno niedopowiedzianym. Nie jest to jednak ten typ niedomknięcia, który ma skłonić odbiorców do refleksji. I w tym tkwi najpoważniejszy problem w odbiorze tej produkcji.

Ocena: 5/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *