W poszukiwaniu wolności (Kwiat wiśni i czerwona fasola – Durian Sukegawa)

Z pewnością większość polskich czytelników, nim sięgnęła (lub niebawem sięgnie) po niezwykłą w swej zwyczajności powieść Duriana Sukegawy, ma już za sobą jej ekranizację, która w naszych kinach gościła trzy lata temu. Nie rozpisując się długo o filmie, o którym tutaj już pisałam, wspomnę krótko, że był dla mnie ważnym impulsem w postrzeganiu kina kulinarnego. Obserwując odmienną, od hollywoodzkich i europejskich produkcji, poetykę Kwiatu wiśni…, dostrzegłam potencjał w badaniu food films jako zwierciadeł reprezentowanych przez nich kultur kulinarnych. Tak, po tym seansie zaczął kiełkować temat mojego doktoratu.

Przejdźmy jednak do książki, która przykuwa uwagę nie tylko przejmującą opowieścią, ale też językiem, sugestywnie opisującym świat przedstawiony i zachowanie bohaterów w najmniejszych szczegółach, jak gesty wykonywane ręką. Te obrazowe opisy były niemal gotowym materiałem na film – dziś mogę powiedzieć, że adaptacja wyreżyserowana przez Naomi Kawase jest wierna pierwowzorowi i całkiem udana.

A opowieść dotyczy teraźniejszości zniewolonej przeszłością. To zniewolenie może być nam nadane z góry, bez naszej woli, ale też możemy na nie, wskutek niewłaściwych zachowań zasłużyć. W powieści Sukegawy podmiotem fabuły stały się oba przypadki, a przedmiotem to, jak ich zestawienie wzajemnie na siebie oddziałuje. Mowa tu oczywiście o Sentaro, kierowniku cukierni, który codziennie znużony smaży dorayaki i beznamiętnie obsługuje klientów. Opis jego czynności, wśród których uwzględnia się także wzdychanie przy otwieraniu rolety antywłamaniowej, oraz sytuacji, w jakiej znajduje się ten sklepik – nie pozostawia wątpliwości, że praca nie jest pasją bohatera, jest jedynie formą przetrwania, by nie rzec, że mężczyzna jest w stanie wegetacji. Poznanie jego kryminalnej przeszłości pozwala dopełnić ten obraz życiowej monotonni.

Zupełnie inaczej jest przedstawiona przedstawicielka drugiego przypadku, pani Tokue, siedemdziesięcioletnia staruszka, która regularnie przybywa do sklepiku. Docenia piękno kwitnących wiśni, szuka nowych doświadczeń, wskutek czego podejmuje się ciężkiej pracy za symboliczną pensję i mimo niepełnosprawności, ponadto wydaje się osobą, która albo ma nierówno pod sufitem, albo widzi więcej niż inni. Niespodziewanie dwa światy odmiennego rodzaju zniewolenia stykają się przy dorayakach i próbują znaleźć wspólny język podczas wyrabiania słodkiej pasty fasolowej an.

Łatwo powiedzieć, że to mądrość, cierpliwość i doświadczenie Tokue wpływa na życie Sentaro, który zaczął inaczej postrzegać swoją pracę, nagle zyskując chęć do rozwijania tego biznesu. Byłaby to jednak wymiana jednostronna. Sentaro, zwalczając swoje uprzedzenia do ludzi starych i chorych, ofiarował swojej podwładnej kilka miesięcy namiastki zwyczajnego życia. To znamienne w tej powieści, że obie postacie będące więźniami, choć ich status w ostatnich latach trochę się zmienił, potrzebowały siebie, by odzyskać wolność. Sentaro, wychodząc z więzienia, utknął w cukierni, by swoją pracą spłacić dług, który przed laty zaciągnął u swojego szefostwa. Żył na wolności, ale czy był wolny? Tymczasem Tokue od dziecka mieszka w ośrodku leczenia trędowatych. Gdy po kilkudziesięciu latach udało jego mieszkańcom wywalczyć prawo o opuszczenie tego terenu, okazało się, że nie mają domów, do których mogą wrócić, bo rodziny już nie żyją albo całkowicie wyparły się pokrewieństwa z chorymi na trąd. Chcąc nie chcąc, pozostali tam, gdzie żyli przez większość życia. I tam, w zbiorowej mogile, zostaną pochowani. Choć minęło pół wieku, gdy ogłoszono, że epidemia została opanowana, trędowaci wyleczeni i nie zarażają – społeczeństwo nadal żywi obawy wobec bezpośrednich kontaktów z ludźmi dotkniętymi trądem, nadal ich dyskryminuje i chce izolować od reszty świata, co czyni wydzielając dzielnice miast, tworząc zamknięte kolonie. W świetle tego wciąż obecnego społecznego ostracyzmu wątek zatrudnienia Tokue w gastronomii zdaje się nie tyle być nieprawdopodobny, co mieć charakter życzeniowy. Czy to kolejny zabieg mający nadać tej opowieści cech baśni?

Spokojny rytm powieści kryjącej w sobie niemałe dramaty, które subtelnie wypływają na wierzch, uciszone upływającym czasem i afirmacyjną postawą, prowadzi czytelnika przez wielozmysłową, subtelnie moralizatorską historię o poszukiwaniu drogi do wewnętrznej wolności.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *