Tajemnice rynku książki (Tajemnice Henriego Picka, reż. Rémi Bezançon)

Premiera 27 grudnia!

Nie ma dla miłośnika literatury lepszej uczty filmowej niż historia o książkach: filmy, w których możemy cieszyć oczy widokiem pokaźnych księgozbiorów należących do bohaterów czy też będących do ich dyspozycji; w których rozumiemy literackie obsesje filmowych postaci; czy wreszcie, które dostarczają nam licznych inspiracji lekturowych, zazwyczaj zachęcając do sięgnięcia po klasyczne tytuły. Gorzej, gdy mowa o fikcyjnych książkach, jak dzieje się w Tajemnicach Henriego Picka, ekranizacji jeszcze nieprzetłumaczonej na polski powieści Davida Foenkinosa.

Film otwiera kadr z telewizyjnego programu, w którym znany krytyk rekomenduje książki, tym samym przyczyniając się do wzrostu sprzedanych egzemplarzy. Po drugiej stronie ekranu widzimy siedzącą w napięciu parę, wyczekującą, czy zostanie wspomniana debiutancka powieść Wanna autorstwa Freda Koskasa. Wspomniana została, ale krytyk ze względu na kończący się czas ekranowy nie zdążył wyrazić ani słowa opinii. Debiutant traci wiarę w to, że jego utwór zostanie jeszcze doceniony. Tymczasem jego dziewczyna Daphné Despero, redaktorka w wydawnictwie, dowiaduje się o istnieniu ciekawej Biblioteki Odrzuconych Książek. Postanawia ją zobaczyć i tam odkrywa rękopis genialnej powieści niejakiego Henriego Picka. Historia jest o tyle zaskakująca, że autorem jest lokalny pizzaiolo, który zmarł przed dwoma laty. Nikt z jego rodziny nie spodziewał się, że Henri pisał książkę, zresztą nigdy nie widziano, by czytał.

Wydanie książki jest symbolicznym przywróceniem życia zmarłemu ojcu i mężowi. Powieść okazuje się odkryciem literackim krytyków oraz bestsellerem, który przyciąga do niedużego miasteczka oraz pizzerii będącej teraz naleśnikarnią sporo turystów. Ceniony krytyk Jean-Michael Rouche na wizji spotyka się z wydawcą książki oraz żoną autora, by omówić to odkrycie, ale też podać w wątpliwość autentyczność autorstwa Picka, czym wzbudza oburzenie zarówno u gości programu, jak i jego twórców. Tym samym krytyk jednego wieczoru traci pracę, reputację oraz żonę. Pozostając w przekonaniu, że ma do czynienia z literacką mistyfikacją, postanawia wykryć, kto naprawdę tę powieść napisał.

Przebieg śledztwa przypomina filmy o Robercie Langdonie, który wraz ze współuczestniczką „afery” próbuje dojść do prawdy, choć obywa się bez sytuacji zagrażających życiu. Samo rozwiązanie zagadki nie jest zaskakujące, ale jak wspomniałam na wstępie, jest to film dla bibliofilii, którzy czerpią przyjemność z samego obcowania z książkami, nawet jeśli są one tylko na ekranie. Metaliterackości tej historii dodaje odtwórca krytyka Fabrice Luchini, który znany jest z okołoliterackich ról: nauczyciela francuskiego odkrywającego pisarski talent u swojego ucznia (U niej w domu), miłośnika sztuk Moliera (Molier na rowerze – z tym filmem skojarzenia są najsilniejsze ze względu na dodatkowy motyw roweru) czy nawet przyjaciela Moliera (Zakochany Molier), a także miłośnika Flauberta (Gemme Bovery).

Tajemnice Henriego Picka nie tylko oferują przyjemny w odbiorze seans, ale są też diagnozą współczesnego stanu literatury. Odzwierciedlają trudną sytuację na rynku literackim, nie tylko we Francji, bo podobnie dzieje się również w Polsce. Naświetlają problem debiutantów, którym trudno jest się wybić, bo tak naprawdę więcej jest pisarzy niż czytelników, a sukces to nie kwestia talentu, lecz szczęścia, a właściwie dobrego marketingu. Choć w Tajemnicach Henriego Picka pojawiają się cytaty z książek, bohaterowie właściwie nimi się nie przerzucają, nie dyskutują o fragmentach. Zasadniczo sama literatura, jej esencja jest w tym filmie nieobecna. Książki występują tu jako produkty i tematem jest to, co się dzieje wokół nich. Najlepszym tego przykładem jest postać krytyka, który, choć prowadzi program o książkach, niekoniecznie je czyta. Przed wejściem na wizję dostaje fiszki z oznaczeniami, które tytuły są na plus, a które nie.

I to jest rzeczywistość dzisiejszej krytyki literackiej – wydawcy wydają tyle książek, że krytycy nie nadążają z ich czytaniem. Ten stan rzeczy odzwierciedla mieszkanie Rouche’a. Ponadto obecnie mniejszą rolę odgrywają walory literackie (o ile jeszcze w ogóle jakąś grają) niż potencjał sprzedażowy utworu – krytycy mają mówić o konkretnych książkach, w których promocję wydawcy najwięcej zainwestowali. Dlatego sukces powieści Henriego Picka nie wziął się z tego, że jest to książka wybitna, lecz przyczyniła się do tego romantyczna historia manuskryptu znalezionego w Bibliotece Odrzuconych Książek. Zresztą wpływ takich historii na sukces komercyjny zostaje w filmie ośmieszony też pomysłem na wydanie beznadziejnego manuskryptu, który został odrzucony 32 razy, bo można tę informację zamieścić jako blurb na okładce. Kto choć trochę obserwuje zawartość półek w księgarniach, a zwłaszcza regałów bestsellerów, wie, że ta smutna konkluzja z filmu nie jest ani trochę przerysowana.

Ocena: 7/10

Tekst ukazał się w „Ińskie Point” nr 9-10/2019

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *