Przeciw heteronormatywności? (Krewetki w cekinach, reż. Cédric Le GalloMaxime Govare)

Premiera 27 września!

Nie sądziłam, że kiedyś przyjdzie mi pisać takie wyznanie, ale… Jako osoba heteroseksualna mam problem z oceną tego filmu. Łatwo powiedzieć, że Krewetki w cekinach w przerysowany sposób pokazują środowisko gejów, których życie kręci się z jednej strony wokół piłki wodnej i zawodów, z drugiej zaś istotne są dla nich relacje seksualne, w każdej rozmowie zostaje poruszona kwestia seksu i aluzje do genitaliów. I pytanie, czy to przerysowanie nie jest równoznaczne stereotypizacji zainteresowań tej grupy osób? Czy życie homoseksualistów rzeczywiście kręci się tylko wokół seksu? Z pewnością znajdą się geje, którzy się obrażą za taki obraz ich środowiska. Z drugiej zaś, podawanie w wątpliwość słuszności takiego kreowania obrazu środowiska LGBT stawia mnie w pozycji osoby tolerującej tylko tych najbardziej zbliżonych do heteronormatywnego porządku przedstawicieli tej grupy, a odrzucającej tych odmiennych, bardziej podobnych do postaci z Lubiewa. A przecież nie chcę dzielić świata na lepszych i gorszych, normalnych i nienormalnych, mniej lub bardziej akceptowalnych. Pytam tutaj o tę nieszczęsną poprawność polityczną, która ma tyle odcieni, że trudno nie wpakować się w jakąś pułapkę skreślającą cię z listy tolerancyjnych.

Nie jest to pierwszy film w moim życiu, w którym bohaterami są osoby nieheteroseksualne. Jednak żaden dotąd nie wzbudził we mnie wątpliwości, jak właśnie Krewetki w cekinach. I jak nigdy mam ochotę zaprzyjaźnionym osobom puścić ten film i zapytać: „hej, czy nie uważasz, że ten film was obraża, spłyca wasze życie, sprowadzając wszystko do seksu?”. Bo ja widzę podobne o heteroseksualnych, to uważam je za seksistowskie. Z drugiej strony pewnej przeczącej odpowiedzi udziela fakt, że jest to film o prawdziwej drużynie sportowej, nakręcony przez jedną z krewetek. Odbieram to zatem jako jawną deklarację, że tacy są, tak się wyrażają i tacy chcą być zaakceptowani. W porządku, dylemat rozwiązany.

Przejdę do treści uniwersalnych, bo Krewetki w cekinach to w gruncie rzeczy film o zmaganiu się z przeciwnościami różnego rodzaju. Na pierwszy plan wychodzą osobiste problemy poszczególnych bohaterów, dla których granie w drużynie krewetek w cekinach jest ucieczką od życiowych zawiłości. W tle jednak często pojawia się problem wspólny wszystkim członkom tej społeczności – homofobiczne ataki personalne i fizyczne. Jak się okazuje pewien problem akceptacji pojawia się wewnątrz grupy, i to wcale nie za sprawą heteroseksualnego trenera, który w ten sposób stara poprawić swój medialny wizerunek i odpokutować homofobiczne wypowiedzi. Pierwszy zgrzyt następuje wraz z pojawieniem się transeksualistki, która po latach życia w grupie gejów postanowiła zmienić płeć – i jak tu w grupie homoseksualistów przyjąć trans, jak w grupie mężczyzn ma grać kobieta? Kolejny zgrzyt pojawia się później, gdy Cedricowi uwikłany w związek małżeński z innym mężczyzną oraz posiadający dzieci, zarzucają to, że prowadzi zbyt heteronormatywne życie jak na geja przystało. Na usta ciśnie się pytanie, jakiej tolerancji może od otoczenia oczekiwać grupa, która nie potrafi zaakceptować pewnej odmienności wewnątrz własnej grupy? A może ona jest dopiero możliwa, gdy ktoś z zewnątrz, tu ta rola przypadła Matthiasowi, w pełni wyrazi akceptację ich tożsamości i będzie gotowy do walki z nimi w jednym rzędzie?

Przekaz filmu wydaje się wzniosły, co dodatkowo podkreśla dramat, jaki w nim się rozgrywa – nawet jeśli w ostatniej scenie bohaterowi zechcą żałobną atmosferę oczyścić muzycznym występem, to trudno nie odebrać tego jako taniej próby zagrania na emocjach widzów. Krewetki w cekinach w żadnym wypadku nie są kinem wybitnym, bo do tego zresztą nie aspiruje. Mam wrażenie, że poważniejsze tematy płytko płyną przez całą opowieść, która ma pozostać w duchu ckliwej komedii, stanowić niewybredną rozrywkę, nieocierającą się nawet o kamp. To film, który przede wszystkim miał upamiętnić pewną grupę, zwłaszcza jednego nieobecnego już z jej członków. Rzekłabym, że to takie miłe oglądadło.

Ocena: 6/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *