Kulinarnik #6: przegląd noworoczny

Rok 2020 od pierwszych miesięcy rozpieszcza nas kulinarnymi tekstami kultury w niemal każdej dziedzinie, niniejszym próbuję zebrać je w jednym miejscu. Jeśli coś umknęło mojej uwadze, śmiało pisz.

SERIAL

 

Foodie Love, reż. Isabel Coixet

W styczniu na HBO GO pojawił się ośmioodcinkowy serial dla miłośników jedzenia, na co wyraźnie wskazuje jego tytuł. Jest to historia relacji damsko-męskiej, która została zainicjowana przez aplikację dla foodies. Bohaterowie zaczynają od niezobowiązującego spotkania przy kawie, później drinka, wraz z każdym odcinkiem znajomość się pogłębia, czego odzwierciedleniem stanowią posiłki: egzotyczny lunch, wykwintna kolacja, domowe śniadanie, wspólne wyjazdy o charakterze kulinarnym, aż do posiłku, który już przestał być pretekstem do spotykania się, lecz jego obecność ogranicza się do funkcji towarzyskiej przy innej formie spędzanego wspólnie czasu. Nie jest to jednak płytka produkcja, której cel ogranicza się do zapewnienia pociechy głodnym spojrzeniom widzów. Mocno rozwinięto tu psychologiczny aspekt relacji międzyludzkich, lęków, urazów oraz zagubienia, które nie ułatwiają w pozyskaniu zaufania do drugiej osoby ani otwarcia się na to, co ona oferuje. Wspólna pasja jedzenia zdaje się stanowić nie tylko pretekst do spotkań, ale też długi pomost, dzięki któremu postaci są w stanie nie stracić z siebie oczu, nim zagrzebią duchy przeszłości i dojrzeją do nowego życia.

PRASA

„Znak” nr 1/2020

Styczniowy numer Znaku oscyluje wokół jedzenia przyszłości – to, jak mniemam na podstawie spisu treści, nie weryfikacja, czy szalone i złowrogie wizje twórców science-fiction z ubiegłego wieku doczekały się realizacji, ale przede wszystkim ważne i jakże aktualne pytanie o naszą przyszłość, co nam przyjdzie jeść, a co zniknie z naszych stołów, gdy kryzys klimatyczny się pogłębi.

„Pismo” nr 2/2020

Lutowe „Pismo” pyta specjalistów m.in. o chemię i antybiotyki w mięsie i owocach, o GMO – i przede wszystkim o różnicę między zwykłym jedzeniem a ekologicznym, między jajkami kur z wolnego wybiegu i klatek, między jabłkami dzisiejszymi a tym sprzed 40 lat. Innymi słowy, rozpowszechnionym przez media przerażającym „prawdom” o dzisiejszym zmodyfikowanym przemyśle spożywczym, mówi sprawdzam. Z drugiej strony mamy dwa artykuły, które przeczą wymowie tego pierwszego, czyli podtrzymują krytykę GMO i pochwałę ekożywności, w tym (co może wydać się zaskakując wobec tego, co właśnie napisałam) obszerny (na 14 stron!) reportaż o niemięsnym burgerze – nie mylić go z vegeburgerem! Z kolei tekst o rodzinie Kręglickich to taki wehikuł czasu to epoki końca PRL i lat 90., gdy Kręgliccy rozwijali branżę gastronomiczną otwierając kilka restauracji reprezentujących smaki z różnych stron świata. Uwypukla elementy gastronomii, które w ciągu ostatnich dekad i paru lat zmieniły się najbardziej. Choćby to, że jeszcze 5 lat temu wegetarianie musieli się zgłaszać, by otrzymać obiad bezmięsny, obecnie oferta dla nich ma być równie szeroka co dla mięsożerców (ten postęp obserwuje co roku podczas posiłków na Ińskim Lecie Filmowym, z roku na rok coraz lepiej kuchnia sobie radzi z wegetariańskimi daniami, choć dalej nie pojmuję, dlaczego trzeba gotować inną zupę dla wege – i nie mam tu na myśli rosołu).

Zapowiada też spektakl teatralny, na który wyjątkowo się wybiorę.

A na końcu poleca wiele apetycznych lektur – pod tymi rekomendacjami podpisuje się obiema rękami (poza jedną, co najlepiej wyjaśni jej recenzja), sama polecam je słuchaczom moich zajęć, i dlatego też pozwolę parę z nich tu wymienić:

  • Kapłony i szczeżuje. Opowieść o zapomnianej kuchni – Jarosław Dumanowski
    Tę zazwyczaj polecam przy rozmowach o (świątecznych – zwłaszcza) tradycjach kulinarnych, mnie się przydaje przy weryfikacji pewnych utartych teorii o pochodzeniu pewnych potraw, jak i zwyczajów, a także urozmaicenia wykładu ciekawostkami o nieznanych dzisiaj smakach rodzimej kuchni
  • Władcy jedzenia. Jak przemysł spożywczy niszczy planetę –
  • Fizjologia smaku – Anthelme Brillat-Savarin
    To jest tak pięknie, gawędziarsko napisana powieść, że wszystkim miłośnikom jedzenia zalecam jej czytanie do poduszki, bo mimo że została napisana prawie 200 lat temu, polski przekład czyta się z lekkością i przyjemnością, aż sama sobie się dziwię, że nie mam jeszcze własnego egzemplarza.

SZTUKA

W Galerii Miejskiej Arsenał w Poznaniu „Catering dla najdłużej przebywających w galerii gości” – wystawa prezentująca prace Tatiany Czekalskiej i Leszka Golca. Jeszcze jej nie widziałam i nie pojęłam idei, więc odsyłam Was do tej strony po więcej informacji.
Edit: Byłam, zobaczyłam. I mam mieszane uczucia. Przekaz wystawy jest radykalnie wegetariański, przeciwko zabijaniu zwierząt (w tym owadów) – eksponatami są przedmioty, które noszą w sobie ślad zwierząt, np. oprawy książek ze skóry cieląt. Co więcej, są to przedmioty związane z różnymi religiami, podobno wiele przedmiotów jest tak ułożonych, że patrząc na nie pod odpowiednim kątem, widać ikony. Wykorzystanie takich przedmiotów nie jest przypadkowe, ponieważ mottem wystawy jest wspólne dla wszystkich religii przykazanie „Nie zabijaj”. Artyści wykorzystują fakt, że nie ma w tym przykazie ograniczenia do istot ludzkich, zatem powinien dotyczyć wszystkich bożych stworzeń. W porządku. Moją wątpliwość budzą jarmułki z suchą wegetariańską karmą dla psów i kotów. Czy to sugestia, by z naszych czworonożnych drapieżników udomowionych na padlinożerców zrobić wegetarian? Jeśli tak, to jestem przeciwna. Bo w takim razie wystawę można, paradoksalnie, odczytać jako sprzeciw naturze, choć pokazanie szeregu zjawisk i konsekwencji związanych z zabijaniem zwierząt miało służyć właśnie odwrotnej wymowie. I ten wyraźny zgrzyt powoduje wątpliwość, który sposób jedzenia, zdaniem artystów, stoi po stronie kultury, a który po stronie natury? Bo wegetarianizm ludzki, niwelujący przemysł hodowlany, wydaje się zwrotem ku naturze. Ale wegetariańskie chrupki dla pupilów są wytworem postekologicznej cywilizacji – pojmującej opacznie postulat powrotu do natury. Może człowiek w pewnym momencie nauczył się jeść mięso (zdania na ten temat są podzielone), ale nie-ludzcy mięsożercy jedli je od zawsze. I co, teraz mają sprzeciwić się własnej naturze, bo rasa ludzka przesadziła z odzwierzęcą konsumpcją? Słyszałam już, że podczas sądu ostatecznego zwierzęta będą zasiadać w ławie przysięgłych, ale nie o tym, że wcześniej mają być odkupicielami naszych grzechów…

LITERATURA

Moja kuchnia pachnąca bazylią – Tessa Caponi-Borawska
wyd. Czarne

Komu jeszcze się nie znudziło czytanie apetycznych historii informuję, Wydawnictwo Czarne wznowiło jedną z kulinarnych książek Tessy Caponi-Borawskiej – sama autorka jest świadoma wątpliwego sensu tej inicjatywy, wszak jak można książką sprzed lat na nową zainteresować czytelnika w księgarni, w której już kilka regałów ugina się od podobnych publikacji.

SALT FAT ACID HEAT. Cztery składniki – Samin Nosrat
wyd. Znak

Pomijam tu publikacje, które śmiało twierdzą, co jest prawdziwym jedzeniem, a co nie, oraz dietetyczne poradniki. Z książek kucharskich interesująca wydaje się ta o gotowaniu z czterech składników, choć jeśli nimi mają być te wymienione w tytule, to trudno je nazwać składnikami. Sól – ok, a poza tym, moim zdaniem, jajka, mąka i mleko (choć i woda tu starczy)… i można zrobić wszystko, w zależności od tego, co innego się nawinie pod rękę ;). A zaintrygowała mnie tu przede wszystkim idea spontanicznego gotowania i nietrzymania się wierności przepisom kulinarnym – tak bardzo wychodzi naprzeciw problemom, z którymi zmaga się Julian Barnes ;).

GRY PLANSZOWE

5 sekund kuchnia

W tym roku nie rzuciła mi się w oczy żadna planszówka o kulinarnym charakterze, ale chcę wspomnieć o wydanej pod koniec ubiegłego roku nowej edycji 5 sekund, ponieważ jest to sprawdzona gra towarzyska, a tematyka kuchenna czyni ją jeszcze ciekawszą – zresztą coś w tym musi być, bo jedyny egzemplarz widziałam w Biedronce i nie wydaje się powszechnie dostępna w innych sklepach.

2 thoughts on “Kulinarnik #6: przegląd noworoczny

  1. Wydawało mi się, że w miarę na bieżąco jestem z literaturą kulinarną, a tu jednak zaskoczyłaś mnie książką Samin Nostrat. Żałuję, że biblioteki nie kupują takiej literatury 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *