ŚBK: Statystyki czytelnicze – prowadzić czy nie prowadzić, oto jest pytanie!

Też mi pytanie. Oczywiście, że prowadzić! Ale przede wszystkim dla siebie.

Dzięki statystykom ostatni dzień roku staje się znośniejszy, bo kiedy inni próbują przekonać, że szampańska zabawa to jedyny słuszny sposób na spędzenie sylwestrowego wieczoru, ja siedzę nosem w zeszycie i robię notatki do podsumowania roku. Naprawdę to lubię – a zamiłowanie zdecydowanie odziedziczyłam po tacie – o czym świadczy, że podobne statystyki prowadzę w zakresie oglądania filmów czy zwiedzonych miast i muzeów, a od końca ubiegłego roku, kiedy zaangażowałam się w postcrossing, także wysłanych pocztówek (i innych przesyłek, które uzupełniają braki w pocztówkowej aktywności w czasie pandemii). Wręcz z niecierpliwością wyczekuję momentu podsumowania, co przejawia się tym, że po pół roku albo już w listopadzie czynię pierwsze szacunki liczbowe, zwłaszcza te dotyczące ilości „przeczytanych” krajów, za każdym razem mając złudną nadzieję, że literatura polska zostanie zdominowana przez obcą.

Jak widać okładka stanowi odrębny byt. Dołączona kartka jest listą „przeczytanych” krajów, która ułatwia mi aktualizowanie mapki na dole strony.

Statystyki czytelnicze nie miałyby miejsca bez zeszytu, w którym notuję przeczytane książki – te notatki pozwalają wyłonić najlepsze i najgorsze lektury, wyróżnić nowości (zakreślone na kolorowo, zeszłoroczne podkreślam) od starszych pozycji, kraj pochodzenia ich autorów, przypisać im kategorię (A- audiobook, E- ebook, K- komiks) oraz zaznaczyć, które tytuły już zrecenzowałam. Jak zapisuję książki? Jeden tytuł = jeden numer, jeśli powtarzam jakiś tytuł po paru latach, notuję go bez numeru (po to by liczył się tylko do rocznej statystyki a nie ogólnej). W szczególnych przypadkach notuję osobno opowiadanie, zwłaszcza jeśli widnieje w serwisach książkowych jako osobna pozycja. Z kolei nawet czterotomowe wydanie jednej powieści (np. Chłopi) notuję jako jeden tytuł – wydawałoby się, że to oczywiste, ale widząc, jak uczestnicy wyzwań 52 książki w roku każdy tom liczą osobno, wiem, że nie jest. Natomiast w przypadku książek stanowiących zbiór dzieł wybranych np. Adama Mickiewicza, każdy przeczytany utwór zapisuję osobno (nie dotyczy to wierszy).

Nie notuję stron, bo to nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Jakby było inaczej musiałabym zapisywać także pojedyncze artykuły naukowe, które objętościowo zajmują, w zależności od intensywności pracy nad swoimi tekstami, 20- 50 % pochłanianego w danym roku słowa pisanego. Co nie znaczy, że nie liczę książek naukowych – zapisuję je, jeśli przeczytam znaczną większość obecnych w nich tekstów (bo umówmy się, że czytanie nieinteresujących rozdziałów monografii wieloautorskiej tylko dlatego, by móc powiedzieć, że książkę przeczytałam, mija się z celem).

Na początku, nie stosowałam cyfrowego systemu oceniania (sama wówczas w szkole byłam oceniana przy pomocy słoneczek i chmurek), lecz stosowałam różne symbole, których znaczenie objaśnia stosowna legenda.

Zeszyt mam jeden i prowadzę go od początku świadomego czytania książek – tj. od drugiej klasy podstawówki (oczywiście zeszyt w międzyczasie się zmienił na grubszy, do którego tytuły i oceny zostały przepisane). Pomysł na zapisywanie tytułów zawdzięczam mamie, która sama będąc w szkole w swoim brudnopisie rysowała tabelkę i notowała lektury. U niej to były pojedyncze strony w bieżącym brudnopisie, u mnie notowanie przeszło w stały nawyk, który nie tylko zniknął wraz ze skończeniem edukacji (choć po prawdzie, etap edukacji wciąż u mnie trwa :P), ale doczekał się swojego brulionu. Niestety ze smutkiem obserwuje, że zostało kilka ostatnich kartek i niebawem przyjdzie mi założyć nowy (mam nadzieję, że nie skończy się to jak z notowaniem filmów, zaprzestałam tego po zapisaniu [cienkiego, co prawda] zeszytu i obecnie źródłem statystyk jest Filmweb). Oby ten dotrwał chociaż do końca roku… Warto wspomnieć, że zawiera listę lektur z 20 lat, więc przy dobrym zdrowiu i wzroku uda mi się po sobie zostawić cztery bruliony ;-).

A wy notujecie przeczytane książki poza portalami internetowymi?

PS Mam nadzieję, że nie muszę tłumaczyć kolejnej oczywistości, że prowadzenie statystyk nie jest równoznaczne z tym, że ktoś czyta na ilość. Liczby przeczytanych książek w ciągu roku stanowią odzwierciedlenie tego, jaki ten rok był, czy czytałam bardzo dużo, bo miałam 4 miesiące wakacji, albo będąc na studiach musiałam przeczytać po kilkanaście książek na egzaminy, albo dużo jeździłam pociągami. Z kolei mniejsze liczby przypomną mi czasy pisania prac magisterskich, kiedy częściej sięgałam po artykuły niż po książki, albo pandemii i domowej kwarantanny, podczas której zajmowały mnie bardziej inne czynności i na samo czytanie brakowało chęci…

1 thought on “ŚBK: Statystyki czytelnicze – prowadzić czy nie prowadzić, oto jest pytanie!

  1. Prowadzę zapiski od wielu lat, po prostu to lubię. Lubię też wiedzieć czy w danym roku sięgnęłam chociaż po kilka ebooków i czy czytam książki ze schowka i półek, czy wypożyczam z biblioteki książki powodowana chwilowym kaprysem.

    Pozdrawiam serdecznie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *