Trailer nie zapowiadał świetnego filmu. Idąc na kolejną edycją Ladies Night nastawiałam się, że obejrzę kolejnego polskiego gniota. Chyba taka ze mnie patriotyczna dusza, że czerpię przyjemność z samego oglądania polskiego kina (zwłaszcza komedii, bo nieudanych filmów sensacyjnych nie trawię), z ulubioną bądź znienawidzoną (tak, Karolak) obsadą. Potem pomyślałam, że reżyserem jest Zatorski, który ma na swoim koncie same świetne komedie romantyczne: Nigdy w życiu, Tylko mnie kochaj, Dlaczego nie! – może są one banalne, ale mają ujmujący urok, który sprawia, że z chęcią oglądamy powtórki. Zatem założyłam, że Porady na zdrady może będą banalną komedią romantyczną, ale równocześnie uroczą.
Niestety muszę stwierdzić, że to najsłabszy z całej czwórki film. On już nie ma takiego klimatu. Jest okropnie banalny, do tego stopnia, że fabuła jest pełna skrótów i niedomówień. Widać, że pewne „zwroty” akcji są wstawione, tylko po to by spełnić utarty schemat komedii romantycznej. Zmiana decyzji u bohaterów nie jest niczym konkretnym uzasadniona, to po prostu część odgrywania (jakby na zaliczenie) typowej postaci tego gatunku filmowego.
Fabuła jest prosta jak konstrukcja cepa. Kalina i Fretka w tym samym czasie odkrywają, że ich partnerzy mają na boku inną kobietę. Są załamane tym doświadczeniem i postanawiają zostać testerkami wierności. Patrząc na to, ile mają zleceń, poznajemy odpowiedź na pytanie, które zadaje sobie Kalina: „ile kobiet właśnie zastanawia się, czy zdradza mnie, czy nie?”. Brak zaufania do drugiej połówki jest sprawą powszechną i niestety też często uzasadnioną. W pewnym momencie zleceniodawcą jest Beata, ukochana żona Macieja, autora bestsellerowego poradnika o oryginalnym tytule Porady na zdrady. Maciek w publicznej opinii jest uważany za wyjątkowego, bo wiernego męża. Mimo to, jego żona za wszelką cenę chce obciążających materiałów, które potwierdzą, że jest zdradzana. Jak się okazuje, w tej opinii tkwi ziarno prawdy, bo uwieść Maćka wcale nie jest tak łatwo… Choć zdradzenie dalszej części filmu nie będzie spojlerem, bo jesteście w stanie domyślić się, jak potoczą się losy bohaterów – zaoszczędzę wam tego.
Do pozytywnych stron filmu mogę wskazać humor, miejscami jest zabawny (dotyczy to wątków Antka [Czeczot]), a miejscami żenujący (wszystkie wątki wokół Tymka [Karolak]). Choć trudno oceniać poziom gry aktorskich przy tak błahych rolach, to miło było zobaczyć na ekranie Annę Dereszowską, Weronikę Rosati i Roberta Koszuckiego. Natomiast jestem przerażona wyglądem Olgi Borys – jej postać miast przypominać atrakcyjną kobietę, przypominała zombie. Mam nadzieję, że był to efekt fatalnej charakteryzacji.
Na marginesie dodam, że niepokoi mnie to, że w tym roku jesteśmy zasypywani taką ilością filmów o zdradach (Fences, Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie – to tylko wybrane tytuły, które pojawiły się w ostatnim czasie). Choć film Zatorskiego potraktował tę sprawę lekko, pozbawiając to zjawisko należytego dramatyzmu (mam na myśli głęboki i poważny dramatyzm, a nie łzawe sceny bohaterek Porad na zdrady), to kolejna pozycja w repertuarze, która przekonuje, że jest to zjawisko powszechne. Mój niepokój nie powoduje to, że filmy mogą w jakiś sposób kształtować widownię czy usprawiedliwiać zdrady (bo skoro to tak powszechne jak picie i jedzenie, to już grzechem nie jest), ale to, że odzwierciedlają tą przykrą rzeczywistość.
Wracając do Porad na zdrady – przy aktualnym repertuarze obfitującym w znakomite i warte uwagi produkcje filmowe (w tym polską Sztukę kochania…) lepiej wybrać inny seans, a z obejrzeniem produkcji Zatorskiego lepiej poczekać do telewizyjnej emisji. Bo jest to miły i ładny film – ale na dużym ekranie lepiej zobaczyć coś mniej banalnego.
Ocena: 6/10
Mi się bardzo spodobał oryginalny temat tego filmu. Fakt, coraz więcej mamy filmów o zdradach, ale ten faktycznie potraktował temat lekko i dobrze się to oglądało. Poza tym fajny humor
To prawda,humor w porady na zdrady był świetny.Dobra recenzja. Zapraszam do mnie filmmania.blog.onet.pl
a jak dla mnie film jest ok
no taka typowa komedia, lekki z pozytywnym zakończeniem. Ale takie filmy też są potrzebne 