Bronić Wawel od rosyjskich oddziałów… czyli „Proch i stal”

Od pół roku poznaję rynek planszówek skupiając się na polskich produkcjach o tematyce historycznej. Jestem mocno zaintrygowana różnymi formami gier, ich mechaniką oraz walorami historyzującymi. Być może uda mi się te zdobyte doświadczenia wykorzystać w poważniejszej pracy, póki co wrażenia i refleksje prezentuję Wam.

Proch i stal czyli gra o Konfederatach Barskich w Tyńcu zwróciła moją uwagę przez swoje wyjątkowo piękne wydanie. Pudełko imitujące strukturę drewna oraz bajeczne ilustracje (całkiem słusznie przypisuje im się sienkiewiczowską stylizację) to są elementy, które na pewno przyciągną wzrok potencjalnych graczy. W środku mamy dwie plansze, równie piękne i solidnie wykonane. Jedna z nich prezentuje Wawel, druga Tyniec wraz z klasztorem i przedpolami, na których dochodzi do walk z Moskalami. Mówię o solidnym wykonaniu plansz, jednak to dotyczy także pionków, żetonów i kart. Dwa pierwsze są drewniane, co gwarantuje, że nawet po kilku latach rzucania tymi elementami podczas gry, będą w dobrym stanie. Postacie na pionkach oraz ilustracje na kartach dorównują stylowi planszy i odpowiadają temu, co widzimy na opakowaniu. I ostatnim elementem godnym pochwały wykonania jest deska z skróconymi zasadami gry.

Jeśli chodzi o zasady gry, to na wstępie muszę powiedzieć: instrukcja jest tak zawile napisana, że można się przerazić złożonością gry, zupełnie niepotrzebnie, bo mechanika jest bardzo prosta. Nietypową rzeczą, przynajmniej ja pierwszy raz z tym się spotkałam, jest to, że gra jest kooperacyjna, tzn. gracze nie rywalizują między sobą, tylko wszyscy walczą z planszowym wrogiem (w przełożeniu na gry video – jak granie przeciwko komputerowi). Zważywszy na zaprezentowany temat dziejów historycznych jest to ciekawe i przede wszystkim pożądane rozwiązanie (jeśli chcemy być zgodni z historią), ponieważ żaden z graczy nie jest zmuszony walczyć z patriotycznymi uczuciami i wcielić się w postać wroga. Tu wszyscy walczą przeciwko Moskalom, którzy atakują Wawel i Tyniec. Rywalizacja między graczami może wzniosła by dodatkowe emocje, ale biorąc pod uwagę fakt, że wspólnymi siłami wcale nie jest tak łatwo wygrać, o czym wspomnę później, to jej brak nie uznaję za wadę.

Gra umożliwia rozgrywkę w gronie 1-2-3-4-osobowym (tak, można grać w solo, choć ja tej wersji nie wypróbowałam, zapewne zniechęcona przez instrukcję). Od ilości graczy zależy liczba kolejek jaką rozgrywa się w jednej rundzie, każda kolejka składa się z dwóch faz, a rund należy zagrać 7, 10 lub 12, w zależności od wariantu. Tych bowiem mamy 3: początkujący, podstawowy (tu wzrasta liczba rund do 10, wykorzystuje się karty postaci oraz dodatkowym utrudnieniem jest to, że nie można dopuścić do oblężenia Wawelu przez Rosjan) i trudny (różni się od podstawowego tym, że wzrasta liczba rund do 12). Zadaniem graczy jest walka z nadchodzącymi Moskalami, dbanie o zaopatrzenie żywności i pilnowanie by nie brakło naszych oddziałów. Kiedy dojdzie do tego ostatniego – ponosimy klęskę. Przed fazą meldunku trzeba pilnować poziom morali i stan spichlerza, bowiem za każdym razem odejmuje się jedną żywność i kiedy jej braknie, oraz kiedy poziom morali jest najniżej, tracimy jeden oddział.

Działania na planszy dyktują nam karty wydarzeń, które jako dodatkowy atrybut zawierają notkę historyczną, jednak często one się powtarzają, więc jeszcze w pierwszej turze przestaje się je czytać, ponadto są mało czytelne, bo drobna brązowa czcionka na beżowym tle nie stanowi dobrego połączenia. Niestety muszę zarzucić też brak poprawności gramatycznej. Ja wiem, że notki te nie odgrywają właściwie żadnej roli podczas rozgrywki, ale jeśli już są, to wymaga się także dbałości o język.

Po wykonaniu zadań z karty wydarzeń, gracz wybiera spośród swoich kart akcji działanie. Do wyboru (oczywiście zależy od możliwości posiadanych kart) ma: walkę z Moskalami, odblokowanie zablokowanego terenu, uzupełnienie spichlerze, podniesienie morali lub może iść do „studni” by dobrać kolejne karty. I właśnie, wspomniałam o studni, jako o jednym z miejsc na planszy, na które udają się nasze pionki, aby zaznaczyć nasze działania. Choć szczerze mówiąc, te pionki są zbędne. Owszem, w rodzinnym gronie pilnujemy się, aby je przedstawiać na właściwe pola, czy rekonstruować walkę z oddziałami Moskali, ale to trochę jest wymuszone.

Wygrywamy w momencie, kiedy przez żądaną ilość tur nie zabraknie nam oddziałów konfederackich (wariant początkujący) i nie dopuścimy do oblężenia przez wrogów Wawelu (wariant podstawowy). Jak już pisałam, wygrać wcale nie jest tak łatwo. Wstępnie grałam w dwie osoby w wariant początkujący, za drugim razem udało nam się wygrać, bo pierwsza gra była na zapoznanie się z mechaniką. Wariant podstawowy też udało nam się wygrać, ale już w jedenastej turze, próbując od razu przejść na trudny, przegrałyśmy. Z racji tego, że w rozgrywce dla dwóch osób, już po dwóch kolejkach następuje faza meldunku, postanowiłyśmy to zmienić i grałyśmy cztery kolejki, jak przy wieloosobowych partiach gry. To zdecydowanie utrudniło grę.

Następnego dnia zagraliśmy w cztery osoby. Nie wygraliśmy ani razu, nie udało nam się skończyć czwartej tury. Po kilku partyjkach stwierdziliśmy, że większa ilość graczy nie sprzyja w uniknięciu klęski, a wygrana w takim składzie w wariancie podstawowym jest po prostu niemożliwa, nawet przy wspólnym ustalaniu działań każdego gracza. Nie wiem, czy zmniejszenie ilości kolejek w jednej turze ułatwi rozgrywkę, także nie przekonałam się, jak przebiega rozgrywka w składzie trzyosobowym. Gra uczy jednego, że w walce nie ważna jest ilość, a jakość, dlatego dwójka graczy może wygrać, a czwórka już absolutnie nie. Dlatego też pogodziliśmy się z tym, że biegu historii zmienić się nie da, jak przegraliśmy 250 lat temu, tak i dzisiaj przegrywamy. Taki nasz los…

Proch i stal to ciekawa propozycja dla graczy, którzy lubią wyzwania, a wspólna przegrana mobilizuje ich do intensywniejszej walki, próby dokonania czegoś prawie niemożliwego. Dlatego też odradzam włączanie do gry dzieci, które zwykle szybko się zniechęcają się przegranymi. Jeśli będę miała jeszcze sposobność poeksperymentowania z różnymi wariantami gry, to na pewno się podzielę tutaj uwagami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *