I stała się ciemność – Marcin Wolski

Czy zdarzyło się Wam, że po przeczytaniu tylko jednej książki jakiegoś pisarza, stał się on Waszym ulubionym? Do tego stopnia, że nie wahacie się przed kupnem kolejnych i kolejnych tytułów, choć nadal przeczytaliście tylko jedną jego powieść? Ja tak mam właśnie z Marcinem Wolskim, którego twórczość uwielbiłam od Ewangelii według Heroda. Potem kupiłam jeszcze dwie jego powieści, które wciąż nieprzeczytane leżą na półce.

Teraz przyszła kolej na drugie spotkanie z Wolskim, już nie przez powieść, a opowiadania, które wcześniej nie ukazały się w druku. Marcin Wolski, autor licznych słuchowisk radiowych, często otrzymuje pytania od czytelników, czy jego słuchowiska czy opowiadania w odcinkach są gdzieś w druku. Część jego utworów zostało przerwanych przez wewnątrzradiową cenzurę, części – jak przyznaje autor – sam nie pamięta, czy to jego dzieła. Przyszedł więc czas by do tego wrócić, uzupełnić i wydać. I stała się ciemność ma być pierwszym tomem serii pt. Niedrukowane, w której zostanie utrwalona radiowa twórczość Marcina Wolskiego. Na początek satyryk wybrał opowiadania z magazynu 60 minut na godzinę oraz dwa słuchowiska: tytułowa I stała się ciemność, czytana przez Jerzego Dobrowolskiego, która została przerwana przez wspomnianą radiową cenzurę, a później w formie komiksu – przez stan wojenny, oraz Dziennik znaleziony w taczce, czytany przez Mariana Kociniaka. Z racji tego, że oba utwory nie były skończone, autor był zmuszony dopisać zakończenie.

Być może część z Was, sporo starszych ode mnie kojarzy powyższe słuchowiska. Dla mnie ich lektura była skokiem w przeszłość. Chciałabym dodać, że sentymentalnym, ale trudno mieć sentyment do czegoś, czego się nie doświadczyło. A jednak w opowiadaniach Wolskiego, mimo braku autopsji, trudno nie poczuć ducha socjalizmu, klimatu PRL-u i nie zrozumieć metaforycznej kreacji postaci i okoliczności. Przynajmniej w części z nich, bo przyznać muszę, że sporo opowiadań magazynu 60 minut na godzinę, nie przykuło mojej uwagi, nad czym ubolewałam, ponieważ to świadczy raczej o tym, że pewnych rzeczy nie zrozumie się, póki nie doświadczy się ich na własnej skórze. Jednak było też kilka tekstów, które szczególnie zapamiętałam i mi się spodobały: Pięciu, Szary jubilat, Ściany, a najbardziej Smutek spełnianych życzeń. Wszystkie są krótkimi opowiadankami, w przeciwieństwie do dwóch słuchowisk.

I stała się ciemność to opowiadanie z gatunku noir z fantastycznymi postaciami zwanymi Ziemniakami lub po prostu diabłami. Mała miejscowość, Czartowa, do której przyjeżdża dziennikarz w celu napisania artykułu o folklorze tego miejsca. Dość szybko zostaje uświadomiony, że w tym miejscu dzieją się dziwne rzeczy, które w sposób racjonalny nie zgoła uzasadnić. W dodatku przez kilka dni mało kto z zewnątrz pamięta o takim miejscu jak Czartowa.

 Dziennik znaleziony w taczce to notatki spisane w kilkunastu zeszytach przez wysoko postawionego przedstawiciela rządu PRL, bliżej nieokreślonego. Przyznam się, że nigdy nie przestanie mnie dziwić wiara w socjalizm, szukanie racjonalnych prawd w kompletnych absurdach. Niniejszy dziennik ukazuje obraz komunistycznej Polski od strony zagorzałego zwolennika socjalizmu. Jego perspektywa wydaje się być dzisiaj bardzo zabawna, jego postać można porównać do Wojaka Szwejka czy Nikodema Dyzmy, ale świadomość, że takie osoby kierowały państwami – jest przerażająca.

Poznanie starych dzieł Marcina Wolskiego nie zmieniła mojego stosunku do jego twórczości, bo bardzo mi odpowiada jego błyskotliwe, metaforyczne, często karykaturalne ujęcie rzeczywistości, które celnie trafia w słabe strony społeczeństwa i (chyba nawet bardziej) władzy.

Ocena: 4,5/6

Za książkę dziękuję.

4 thoughts on “I stała się ciemność – Marcin Wolski

  1. Jestem ciekawa, czy nie minie Ci fascynacja Wolskim, gdy poczytasz „produkcyjniaki”, które obecnie wydaje: nawet po dwie książki rocznie, do tego mocno upolitycznione (najczęściej pod płaszczykiem historii alternatywnej), bogo-ojczyźniane i właściwie podobne do siebie. Dla mnie to niestety przypadek podobny do Łysiaka, który w pewnym momencie stał się niestrawny.

    1. Wiesz, moja fascynacja zaczęła się od stosunkowo nowej jego książki, sprzed 3-4 lat? A ostatnio, moja mama równie zafascynowana nim, czytała jeszcze nowszą Prezydenta von Dyzmę i też była zachwycona. Ale poczytamy, zobaczymy 😉

  2. Mnie podobał się np. „Wallenrod”, ale już „Cud nad Wisłą” czy „Jedna przegrana bitwa” mnie zawiodły – m.in. za dużo jadu, rozprawiania się z przeciwnikami politycznymi. A szkoda, bo lubię sobie od czasu do czasu poczytać historie alternatywne i tutaj moje zainteresowania zbiegają się z ostatnimi książkami Wolskiego (wspomniany przez Ciebie „Prezydent von Dyzma” kusi mnie niezmiernie, ale obawiam się nieprzyjemnej lektury), niestety jego satyra przekroczyła moją granicę dobrego smaku.

    1. „Prezydent” raczej nie przekracza tej granicy. To typ powieści z kluczem, który nawiązuje nie tylko do powieści Dołęgi-Mostowicza, ale też innych filmów i książek sensacyjnych i kryminalnych. Ja wstrzymuję się przed lekturą właśnie z powodu nieznajomości tychże tytułów, bo to zapewne odbierze mi połowę przyjemności.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *