Władcy strachu – Ewa Winnicka, Dionisios Sturis

Nazwisko autorki naprowadza nas na temat, gdyż dała się poznać jako reportażyska, która oddaje głos najmłodszym, a właściwie w ich imieniu wyraża ból, krzywdę i niezrozumienie wobec świata, który one mają przecież dopiero poznać. Niestety poznają go od najgorszej strony, od przemocy, braku szacunku i możliwości wyrażenia swoich emocji – otoczenie pozbawia je podmiotowości. Czasami są traktowane jak śmieci, a czasami jak zabawki erotyczne. Nie inaczej dzieje się z bohaterami Władców strachu, wspólnej książki Winnickiej i Sturisa.

Ta smutna książka zawiera w sobie wszystkie najgorsze sceny, które znamy z filmów o sierocińcach, a te nie przypadkowo są miejscem akcji wielu horrorów. Autorzy oddają głos ofiarom przemocy fizycznej, w tym seksualnej, których los skazał na życie w sierocińcach na Wyspie Jersey. Choć wiele uwagi poświęca się historii powojennej, opisywane praktyki rozgrywały się do naszych czasów i wciąż mają miejsce.

Tym, co w przedstawionej historii mnie przeraża najbardziej, wcale nie umniejszając krzywd wyrządzonych dzieciom, to totalne bezprawie wynikające z powszechnej korupcji panujące na wyspie, mające przełożenie na brak kar dla przestępców wszelkiej maści, zwłaszcza jeśli ci mają pieniądze lub odpowiednio ustawione plecy. To dlatego, tak długo trwało wydobycie prawdy na wierzch, a władze w trosce o dobre imię Jersey próbowały zamieść sprawę pod dywan.

Bo tu najciekawszym bohaterem jest samo Jersey, normandzka wyspa leżąca nad kanałem La Manche, bliżej Francji niż Wysp Brytyjskich, jednak oficjalnie podlega monarchii brytyjskiej. Mimo to posiada własny system prawny i finansowy. Ten drugi jest tak skonstruowany, by być rajem podatkowym i ściągać na wyspę bogaczy, którzy po zapłaceniu miliona funtów mogą uzyskać status rezydenta. I tak mieszkańcy Jersey chcą być postrzegani na świecie. W gruncie rzeczy wyspę liczącą 100 tysięcy mieszkańców tworzy sieć układów i zależności. Przy tak niewielkiej liczbie osób trudno, żebyś nie znał osoby, która właśnie popełniła przestępstwo, albo przynajmniej ona nie była ojcem kolegi z klasy twojego kolegi z pracy. Rozumiecie, to jest gęsta siatka znajomych i brak konsekwencji za popełnione wykroczenia czy przestępstwa wynika z tego, że trochę głupio dać mandat koledze czy jego ojcu. O ile w większych krajach takie sytuacje mogą się zdarzyć, ale relatywnie rzadko, o tyle na Jersey nie sposób jej uniknąć. Wyspą rządzi pieniądz i to w najdosłowniejszym tego wyrażenia znaczeniu.

Nie masz pieniędzy i znajomości jesteś nikim. W takiej sytuacji znajdują sieroty i inne dzieci, których z różnych przyczyn, odbierano rodzinom (nie zawsze było to konieczne i dopiero od niedawna rodzi się świadomość, że umieszczanie dzieci w ośrodku powinno być ostatecznością). Te nie tylko nie wiedziały, co rozgrywa się za murami sierocińców, ale też wszelkie próby zgłaszania dorosłym przez dzieci problemów były surowo karane, a w ostateczności, kiedy nie udało się uciszyć ofiary, uznawano je za obłąkane i zamykano w szpitalach psychiatrycznych. Nie mówiąc o tym, że większość dorosłych z zewnątrz i tak nie wierzyła w to, co dzieci wyznają. Tym samym skazując ich nie tylko na dalsze cierpienia, ale też poczucie totalnej bezwartościowości i nadziei na zmianę swojego losu.

Winnicka i Sturis przyglądają się politycznemu mechanizmowi, który sprawił, że przez tyle dekad panowało milczące przyzwolenie dla działań pedofilskich, a teraz, kiedy sprawa wychodzi na jaw, tylko garstkę ukarano, w dodatku wyrokiem bardzo symbolicznym wobec rozmiaru wyrządzonych krzywd.

Największą wartością Władcy strachu dla wielu będzie oddanie głosu tym, których przez lata nie chciano wysłuchać. Ale dla mnie jest to przede wszystkim bardzo ciekawy reportaż o mało znanym Jersey, wyspie, która chciała słynąć z rajskiej oferty, skutecznie ukrywając fakt, że oferuje też piekło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *