ILF: Kłamstwo jak oliwa na wierzch wypływa (Alibi.com 2, reż. Philippe Lacheau)

Francuzi mają szczęście do udanych komedii i ich kontynuacji. Najlepszym tego przykładem jest trylogia Za jakie grzechy, dobry Boże, która do trzeciej części trzyma poziom. Teraz przyszła pora na kontynuację całkiem udanej komedii romantycznej sprzed pięciu lat Alibi.com w reżyserii Philippe’a Lacheau, który jest także odtwórcą głównej roli. Choć jest jeszcze za wcześnie na takie porównanie, póki co średnia ocen na Filmwebie wypada korzystniej właśnie dla „dwójki”. Czy się z tym zgadzam?

Pora przypomnieć główny koncept Alibi.com. Jest to prowadzona przez Grega i jego wspólników firma, która ma zapewnić alibi dla zdradzających małżonków czy matek chcących się wyrwać z domowego rozgardiaszu na urlop pod palmami. Dbają o najmniejsze szczegóły, by klient bez podejrzeń ze strony bliskich mógł zrobić to, na co ma ochotę. Ten oparty na kłamstwach biznes musiał zostać zamknięty, gdy Greg poznał Flo, która zgodziła się na związek, o ile ukochany zrezygnuje z oszukiwania (jak się przekonamy w tej części, okłamywanie ma w genach). Mężczyzna po zamknięciu biznesu próbuje odnaleźć się w nowym hobby, jakim jest klejenie modeli statków. Planuje też przejść na kolejny etap związku – oświadcza się dziewczynie. Wraz z przygotowaniami do ślubu nadchodzi konieczność przedstawienia rodziców nowej rodzinie. A rodzice Grega są… dosyć niekonwencjonalni. Ojciec jest oszustem, który pod nieobecność prawowitych lokatorów udaje, że mieszka w pałacu. Natomiast matka jest wziętą gwiazdą porno – zresztą dobrze znaną przyszłemu teściowi. Protagonista nie widzi szans na to, by jego rodzice zostali zaakceptowani przez rodzinę Flo, koledzy więc go namawiają do ponownego uruchomienia Alibi.com i znalezienia zastępczych rodziców. Jak wiemy, kłamstwo ma krótkie nogi, więc sytuacja coraz bardziej się komplikuje…

Nie jest to komedia doskonała. Dostarcza dużo rozrywki, sala co rusz wybuchała śmiechem i ja także. Powiem nawet, że dawno żaden film nie doprowadził mnie do łez ze śmiechu. A Alibi.com 2 to się udało, zresztą na wspomnienie sceny z palmami wciąż chce mi się śmiać. Mimo to mam poczucie, że film mógł być dużo lepszy, bardziej zbalansowany, jeśli chodzi o liczbę gagów, nagromadzenie niefortunnych przypadków i innych komediowych wariactw. Ta przesada nie szkodzi zasadzie prawdopodobieństwa, bo też nie chodzi o to, by fabuła była bardzo realistyczna – konwencja komedii pozwala na odejście od wiarygodności. Paradoksalnie to nagromadzenie szkodzi komediowemu charakterowi filmu. Brakuje oddechu dla widza, brakuje przerwy, która wzmocniłaby humor kolejnych scen. Nie jesteśmy zdolni zarejestrować wszystkich zabawnych wpadek, w pewnym momencie jesteśmy przytłoczeni tą szaloną dynamiką akcji. Twórcy zapomnieli o cennej zasadzie stosunku ilości do jakości: lepiej mniej zabawnych sytuacji, ale za to bardziej śmiesznych, mniej banalnych. Cel rozbawienia widza niemal w każdej minucie filmu był ważniejszy od fabuły. Sporo na tym straciła, okazała się dość nijaka, jak i sami bohaterowie, którzy choć zostali obdarzeni szczególnymi cechami – by móc nimi bardziej się cieszyć, potrzeba było więcej uwagi im poświęcić.

W skrócie: to dobra, acz jednorazowa rozrywka.

Ocena: 6/10

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *