Bezowocna lektura (Zadziwiające życie owoców. Od ananasa do truskawki – Jarosław Molenda)

Grunt to zbilansowana dieta 😉

Jarosław Molenda autor znany z kilku książek o jadalnych roślinach: Od chili do wanilii: Historia roślin apetycznych, Historia używek: Rośliny, które uzależniły człowieka, Historia roślin jadalnych: Trunki, słodkości i wyrafinowane potrawy z roślin w dziejach człowieka, tym razem przyjrzał się owocom, które czasami, z punktu biologicznego, nimi nawet nie są. Jak głosi podtytuł Zadziwiającego życia owoców, autor opisuje owoce Od ananasa do truskawki. Choć z oczywistych przyczyn nie jest możliwe, by przyjrzeć się wszystkim owocom świata, publikacja i tak rozczarowuje, jeśli chodzi o zakres tematu. Molenda poświęca uwagę około dziesięciu owocom (czasami w jednym rozdziale opowiada o paru zbliżonych, np. przy czereśniach pisze też o wiśniach – bo to niemal te same owoce), w tym brakuje takich podstawowych i dobrze znanych naszej kulturze owoców jak banan, winogrono czy jagody, a miast tego poznajemy historię kasztanów jadalnych, których spróbowała niewielka część czytelników.

Pomysł na śledzenie historii owoców jest dość ciekawy, ponieważ autor szuka ich śladów w literaturze, kronikach i dziełach sztuki, w ten sposób poznajemy nie tylko okres historyczny, w którym wybrane owoce były już popularne, ale też (dzięki reprodukcjom) możemy zobaczyć, jak one były przedstawiane. Przekonamy się także, że wszystkie owoce mają rozmaite właściwości leczące, a ponadto były uznawane za afrodyzjaki.

Parę ciekawych rzeczy faktycznie można się dowiedzieć, a także zobaczyć, ale sposób wydania i rzetelność pozostawia wiele do życzenia. Po pierwsze nie rozumiem koncepcji na rozmieszczenie w kilku miejscach książki paru stron z kolorowymi reprodukcjami – takie wkładki są częstą praktyką, tylko zazwyczaj ilustracje drukowane są na kredowym czy fotograficznym papierze, a tu zmiany jakości papieru nie ma. Pierwszy taki „zbiór” znajduje się mniej więcej w połowie książki, w rozdziale o kasztanach, do którego fotografie w ogóle się nie odnoszą, bo dotyczą rozdziałów od ananasa do fig. Drugi taki „zbiór” dalej ilustrujący rozdział o figach aż do truskawek przerywa rozdział poświęcony tym ostatnim owocom. Nie rozumiem, dlaczego nie zdecydowano się na umieszczenie całej takiej „wkładki” na końcu książki lub (niech będzie) w środku, pomiędzy rozdziałami.

Po drugie przypisy. Tak wiem, wydawcy uważają, ze czytelnicy ich nie lubią (to kompletna bzdura!), dlatego lądują na końcu. Ale nie, nie na końcu książki, aby czytelnik mógł z łatwością przerzucić całą książkę i do nich dotrzeć. Przypisy znajdują się na końcu rozdziału, więc za każdym razem czytelnik musi znaleźć koniec rozdziału.

Po trzecie, wydawało mi się, że każdy człowiek, który skończył edukację na poziomie szkoły średniej (jeśli nie wcześniej), wie dobrze, że Wikipedia nie jest wiarygodnym źródłem, na które można powoływać się w publikacjach naukowych. Na szczęście autor nie ogranicza się tylko do tej internetowej encyklopedii i odwołuje się do wielu pozycji bibliograficznych, dzięki czemu jest skłonna uwierzyć, że lektura nie była dla mnie tak całkowicie bezowocna (:P). Choć i tu mogłabym się czepiać, że autor z reguły ograniczył się do tekstów przetłumaczonych na język polski, ale przyjmijmy, że na tę skromną publikację zasób polskojęzycznych opracowań jest wystarczający.

Na pewno sięgnę po trzy wcześniejsze książki, które wymieniłam na początku, ponieważ nabyłam je drogą promocji w znanym dyskoncie. Mam nadzieję, że ich lektura będzie dla mnie choćby punktem wyjścia do dalszych poszukiwań bibliograficznych w tej dziedzinie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *