Czy potrzeba znać pierwowzór, by obejrzeć inscenizację? „Lekcje tańca w zakładzie weselno-pogrzebowym pana Bamby” w Teatrze Miejskim w Gliwicach

Wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony Teatru Miejskiego w Gliwicach. fot. Karol Budrewicz/Teatr Modrzejewskiej w Legnicy

Gdy z miesięcznym wyprzedzeniem wiedziałam, że będę oglądać spektakl oparty na prozie Hrabala i Haska, próbowałam się dowiedzieć, jakie konkretne teksty stały się podstawą scenariusza. Tak się złożyło, że czytałam jedynie Przygody dobrego wojaka Szwejka, a z Hrabalem miałam tyle do czynienia, że „Czuły Barbarzyńca” krakowska kawiarnia czerpiąca nazwę z jego utworu należała do moich ulubionych (póki jej nie przenieśli, a później zlikwidowali). No i na początku roku obejrzałam niezwykłą ekranizację innej jego powieści: Pociągi pod specjalnym nadzorem. Film, który z tego miejsca wszystkim gorąco polecam.

Niestety, nie udało mi się dowiedzieć, jaką konkretnie prozą czeskich pisarzy inspirowali się twórcy Lekcji tańca w zakładzie weselno-pogrzebowym pana Bamby. Dosłownie dzień przed spektaklem w ręce wpadł mi zbiór opowiadań Hrabala, który zawierał utwory o tytułach mogących mieć coś wspólnego z inscenizacją. Próbowałam przeczytać choć jedno opowiadanie, jednak jednozdaniowy monolog na ponad 60 stron gęsty od historii wielu ludzi, w tym większość to członkowie lokalnej społeczności – przerósł moją czytelniczą cierpliwość. Ale! To nie była tak całkiem stracona lektura.

Lekcji tańca w zakładzie weselno-pogrzebowym pana Bamby to muzyczny spektakl z repertuaru Teatru Miejskiego w Gliwicach wyreżyserowany przez Łukasza Czuja, powstały w koprodukcji z Teatrem Modrzejewskiej w Legnicy. Przez specjalnie skonstruowaną widownię, zrównującą ją ze sceną publiczność bardziej współuczestniczy w sytuacjach odgrywanych przez aktorów. Miejscem akcji jest tytułowy zakład-weselno pogrzebowy, w którym pan Bamba organizuje wieczór agitacyjny Partii Umiarkowanego Postępu w Granicach Prawa. Spotkanie, jak wiele tego typu imprez, szybko porzuca swój oficjalny charakter, a jego uczestnicy obnażają swoją zwierzęcą naturę, owładnięci popędem eros organizują groteskową orgię.

Ten domyślnie komediowo-muzyczny spektakl nie należy do łatwych w odbiorze. Wbrew tytułowi (i moim nadziejom) nie królował czarny humor, śmiech u publiczności budził humor fizjologiczny i wykrzyczane wulgaryzmy – co stanowiło pewną spójność reakcji widowni z zachowaniem bohaterów. Pierwotne instynkty wzięły górę nad obiema stronami spektaklu, tym samym pogłębiając moje poczucie wyobcowania. Bo pod całą komediową oprawą krył się przykry obraz postaci z ograniczeniami umysłowymi i nerwowymi, co zostało podkreślone przez choreografię przypominającą taniec robotów lub osób z zespołem tików nerwowych. Czy ten zakład weselno-pogrzebowy, który w rzeczywistości okazuje się zakładem psychiatrycznym (i trzymam się tej wersji interpretacji, by spektakl mógł zyskać większe uznanie w moich oczach), stanowi metaforę chorych rozwiązań systemu politycznego dominującego w Czechosłowacji? Jak najbardziej, wszak nie tylko w Czechosłowacji, ale w innych krajach bloku wschodniego okres socjalizmu wspomina się dwojako. Z jednej strony jako potworny, pełen okrucieństwa, z drugiej jako czasy, w których absurd gonił absurd. Ludzie, którzy nie potrafili odnaleźć się w wojennych i powojennych realiach, wariowali. Natomiast szaleńcy, dla których miejsca nie było w „normalnych” czasach, albo zyskiwali uznanie, albo ze swoją obojętnością na otaczającą ich rzeczywistość zdołały przetrwać, czy nawet przypadkowo odegrać kluczową rolę w historii (spójrzmy na wojaka Szwejka). Zakład weselno-pogrzebowy pana Bamby gromadzi ludzi, którzy próbują się odnaleźć w swojej epoce, robiąc np. karierę polityczną. Kiedy próby te kończą niepowodzeniem, w takich momentach budzą się pierwotne instynkty.

Mój zasadniczy problem z odbiorem tego spektaklu brał się nie tyle z niesmacznych żartów, co z przerysowaniem sytuacji, przejaskrawieniem osobowości, mnogością niezwiązanych ze sobą wątków, przegadaniem, wyegzaltowaną grą aktorską. Powiedziałabym, że ktoś tu za bardzo namieszał i za mocno podkręcił ogień. Jednak gdy przypominam sobie tę fragmentaryczną lekturę opowiadań Hrabala, zauważam, że to, co postrzegam jako słabe strony spektaklu, stają się odzwierciedleniem stylu pisarza – czyli tego, co tak naprawdę najtrudniej przekłada się z literatury na sztuki wizualne. W tym momencie mogę powiedzieć, że spektakl mi się nie podobał, w sumie nic dziwnego, skoro poległam na samej prozie, która stała się podstawą dla jego scenariusza. Nie mogę jednak stwierdzić, że Lekcji tańca w zakładzie weselno-pogrzebowym pana Bamby jest kiepską adaptacją, przynajmniej ze strony formalnej.

I po to właśnie warto przed zapoznaniem się z adaptacją, zerknąć do pierwtekstu. Mimo że adaptacja jako odrębny tekst kultury powinna obronić się sama. A nawet nie rzadko stanowi doskonałe wprowadzenie do tekstu oryginalnego. W przypadku tego spektaklu nie czułam się jednak zachęcona do kontynuacji zmagań z prozą czeskich pisarzy.

Informacje o spektaklu

Premiera: 16 września 2017 (Legnica)/ 13 października 2017 (Gliwice)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *