Mężczyźni objaśniają mi świat – Rebecca Solnit

Mężczyźni objaśniają mi świat okazało się zbiorem esejów ważnych, inspirujących, pełnych sytuacji, z którymi niemal każda kobieta się spotkała. Choć nie są to teksty, które sugerują kobiecie, jak powinna żyć, by uniknąć opisywanych konfrontacji z mężczyznami, ani też nawet nie mówią mężczyźnie, czego nie powinien robić. Autorka nazywa po imieniu odwieczne problemy świata, które wynikają z nierówności płci. Nadaje płciowy charakter tym sprawom, głównie przestępstwom na tle seksualnych, które w mediach nazywane są brutalnymi/szczególnymi przypadkami czy po prostu przemocą domową lub molestowaniem – nie wskazując jasnego związku z płcią, które potwierdzają statystyki: mężczyzna jest oprawcą, kobieta jest ofiarą. Eseje Solnit nie mają charakteru wyżalenia się, że nie ma równości płciowej. Padają tutaj fakty, konkretne statystyki, pomimo których sytuacja w świecie kobiet, zwłaszcza w niektórych kulturach, niewiele się zmieniła od tysięcy lat. Innymi słowy, autorka pokazuje, dlaczego feminizm jest ważny oraz jak dużo jeszcze w tym zakresie zostało do zrobienia. Bo to, że w większości krajów kobieta ma prawa wyborcze, to jeszcze nie oznacza, że ma głos.

Od głosu zresztą autorka wychodzi w swoim zbiorze esejów, gdyż w pierwszym z nich Mężczyźni objaśniają mi świat opowiada zabawną anegdotę, gdy po bankiecie gospodarz, słysząc, o czym Solnit ostatnio napisała książkę, przerwał jej wypowiedź, by przedstawić jej ważną publikację na ten sam temat, która niedawno wyszła. Długo trwało za nim do niego dotarły słowa, że właśnie streszcza jej książkę, której w dodatku nawet nie przeczytał. Nie jest to rzadka sytuacja, kiedy mężczyźni próbują wykazać się lepszą znajomością tematu, którym zajmuje się kobieta, nawet jeśli nie mają w nim dobrej orientacji. Z podobną sytuacją sama się spotkałam podczas konferencji, gdy jeden z prelegentów chciał uchodzić za wielkiego znawcę komiksu i gdy usłyszał, jak rozmawiam z inną uczestniczką o powieściach graficznych o Iraku, a później dowiedział się, że zajmuję się komiksem kobiecym, zaczął wymieniać ważne tytuły, które powinnam znać i oczywiście znałam. Najwyraźniej nie dało mu to spokoju i satysfakcji, i jeszcze przed końcem przerwy podszedł do mnie i zapytał, czy znam Totalnie nie nostalgia. Odpowiedziałam, że nie. Podsumował, że powinnam, bo to bardzo ważny tytuł. Po sprawdzeniu w internecie dowiedziałam się, że miał premierę dzień wcześniej. Musiał przeszukać zapowiedzi i premiery, by z satysfakcją zarzucić mi tytułem, którego na pewno jeszcze nie znałam.

Podobnych sytuacji można by wymieniać wiele, choćby zaobserwować różnicę, kiedy oddajesz laptop do czyszczenia w towarzystwie mężczyzny lub sama. W tej drugiej nie dadzą ci możliwości wyrażenia, co chcesz, by sprawdzili i zrobili. Ale co ciekawe, mimo widocznych nierówności w ocenie kompetencji kobiet, sama preferuję wiele spraw załatwiać właśnie z mężczyznami.

Sama autorka zdziwiła się, jak od zabawnej anegdoty szybko przechodzi do morderstw i gwałtów, ale faktem jest, że większość tekstów w tej książce poświęca tym ostatnim zjawiskom. Zauważa, że wciąż więcej czasu przeznacza się na nauczanie dziewcząt, jak uniknąć czy poradzić sobie z przemocą, niż przekonywaniu chłopców, by nie gnębili swoich koleżanek, później partnerek. Wspomina o tym, że źle traktowane dziewczyny nie mają wsparcia u swoich matek czy teściowych, które raczej doradzą, by nigdzie o przemocy nie mówiła oraz jak zamaskować siniaki niż staną w jej obronie, gdy ta zgłosi sprawę na policję. I to nie jest tylko sytuacja z Ameryki, w Polsce wciąż wiele bitych żon, od matki usłyszy: „ciesz się, że przynajmniej śladów nie zostawia”.

Feminizm w rozumieniu Solnit to walka o to, by kobiety miały głos, który nie będzie uciszany czy podważany, którym będzie mogła głośno powiedzieć, że dzieje się jej krzywda i doczeka się sprawiedliwego sądu, że nie chce stosunku i nie otrzyma za to kilku ciosów nożem w plecy, że nie chce być w tym związku i nie będzie musiała się obawiać, że były ją porwie lub zabije. Że władza uświadomi sobie, że to nie są jednostkowe przypadki, że jest to problem co piątej kobiety. Tak, co piąta wasza znajoma została lub zostanie kiedyś zgwałcona albo doświadczyła innej formy przemocy. Warto to sobie w końcu uświadomić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *