Niewesołe jest życie nastolatki (seria komiksowa: Prawdziwe przyjaciółki – Shannon Hale, LeUyen Pham)

Seria komiksów Prawdziwe przyjaciółki jest drugą, która przysparza mi problemów z definiowaniem grupy docelowej. Pierwszą z nich była Marzi. Oba cykle to komiksy autobiograficzne kobiet, które swoje czasy dzieciństwa i młodości przeżywały przed 1989 rokiem, czyli w okresie szczególnej sytuacji politycznej, wymagającej dodatkowych wyjaśnień dla dzisiejszego młodego odbiorcy. W przypadku polskiej Marzi ta sytuacja miała wyraźny wpływ na codzienność, która na tyle znacząco różniła się od dzisiejszej, że tamta z dzisiejszej perspektywy – choćby pełnych półek w sklepach – wydaje się totalnie abstrakcyjna. W amerykańskich Prawdziwych przyjaciółkach okres Zimnej wojny przejawia się zaledwie na jednej planszy, kiedy pojawiają się niepokojące wiadomości w telewizji i wyobraźnia bohaterki rysuje obraz konfliktu między USA a nieistniejącym już ZSRR.

Nie chcę tu implikować ignorancji historycznej u nastoletnich odbiorców, ale zauważyć, że są pewne elementy, które różnią doświadczenie dzisiejszej młodzieży z tą lat 80. – i które mogą być niejasne. Tak samo niejasne, jak niektóre decyzje tłumacza, które rzekomo miały uprościć odbiór niniejszych komiksów. Nie zwróciłabym uwagi na częściowo obce i odległe dla dzisiejszej młodzieży konteksty historyczne, gdyby nie wspomniana właśnie chęć tłumacza na ułatwienie lektury, co przejawia się między innymi zmianą angielskich imion na polskie. I tak Shannon stała się Sarą, prawdziwych imion jej przyjaciółek nie znam, więc nie mogę ocenić, czy są trudniejsze w lekturze. Dla pokolenia, które zdaje się od przedszkola pobiera lekcje angielskiego i ogląda angielskiego Youtube’a – oryginalne imiona nie powinny sprawiać trudności. Jednak najbardziej abstrakcyjną decyzją wydaje się zmiana oryginalnego tytułu kryminału (!) czytanego przez Sarę na Pana Samochodzika i Tajemnicę Tajemnic. Owszem, była to popularna książka młodzieżowa w latach 80., ale trudno uwierzyć, że czytała ją amerykańska uczennica podstawówki. Sprzeczność jest tym bardziej rażąca, że poza tymi dwoma zabiegami próba spolszczenia komiksu się kończy. Zresztą dalsza interwencja byłaby jeszcze bardziej absurdalna, uczennice musiałyby chodzić na polski zamiast na angielski (pamiętam, jak sama wiele lat temu w poście o Ani z Zielonego Wzgórza palnęłam, że główna bohaterka jest polonistką). Poza tym próba całkowitego wymazania amerykańskości opowieści jest skazana na porażkę, bo jak wyjaśnić polskiemu młodemu czytelnikowi, że Sara czytająca Pana Samochodzika co roku wybiera wychowawcę oraz przedmioty?

Powrócę do pytania o docelowego odbiorcę. Powyższe komplikacje, pewne zafałszowania oraz konteksty historyczne wymagają pewnej wiedzy, której młody czytelnik nie ma. To jednak nie uniemożliwia mu utożsamianie się z główną bohaterką, z zainteresowaniem śledzić jej losy. Autobiograficzna szkolna historia Shannon jest uniwersalna. Jeśli nawet znajdą się osoby, które nigdy nie miały problemów z zawieraniem przyjaźni z rówieśnikami, to z pewnością doświadczyły konfliktów z rodzeństwem, pracy dorywczej w wakacje czy miały dylematy, jak należy się zachować, by być zaakceptowanym przez grupę (czy to kolegów z klasy czy rodzinę). Narracja Shannon jest do bólu szczera i autentyczna (choć w epilogu zaznacza, że bazuje na zawodnej pamięci i pewne sytuacje mogły wyglądać nieco inaczej), przez co bardzo dobrze zrozumie ją zarówno jej współczesny rówieśnik, znajdujący być może pocieszenie w tym, że nie jest w tym sam i nie jest dziwadłem, jak i dorosły, który przez komiks teraz z dystansu patrzy na swoje problemy z młodości. I nie jest to patrzenie ze śmiechem, umniejszającym wagę tych problem, raczej z ulgą, że te dylematy ma za sobą, że doczekał się przyjaźniejszej przyszłości.

Tym bardziej cenię te komiksy, ponieważ pokazują inny obraz szkolnych lat, niż ten który dominował w powieściach z mojego nastoletniego okresu – dziewczyny zawsze miały jakąś przyjaciółkę czy właśnie grupę, nawet jak się zdarzały jakieś konflikty między nimi, były to kilkudniowe fochy, po czym wracało wszystko do normy – problemem bohaterek nie była samotność i trudność w znalezieniu swojej kumpeli. W świetle tych opowieści klasowi samotnicy mogli czuć się dziwnie i jak Sara marzyć, że po wakacjach relacje w klasie się zmienią, albo w nowej szkole będą inni ludzie, z którymi będą mogli się zaprzyjaźnić.

W kreacji głównej bohaterki szczególnie interesujące są jej uwagi czy raczej wewnętrzne notatki, co trzeba robić, lubić, by zachować przyjaźń. Sara od przedszkola notuje w głowie, jakie zachowania w danym wieku są pożądane przez rodziców, wychowawców i rówieśników. Począwszy od przedszkolnej zabawy z chłopcami, przez wiele lat trzymania się tylko w dziewczęcych grupach, po ostatnie lata podstawówki, kiedy odnawia się kontakt z chłopcami, ale powinna być grzeczna i cicha, a nawet można teraz tworzyć z nimi parę (choć te zasady też są nie do końca jasne). Bohaterka bardzo się męczy z nadążaniem za piosenkami i serialami, które są fajne i na topie, aby mieć, o czym rozmawiać z przyjaciółkami czy mieć w ogóle orientację, o czym one rozmawiają. Męczy się, bo z jednej strony ma ograniczony dostęp do tych popkulturowych dzieł (mama nie pozwala w tygodniu oglądać telewizji), a z drugiej woli czytać i pisać powieść. Gdy oswoi jedne zasady, pojawiają się nowe, a tamte się deaktualizują… Zmaga się też z dylematami, jak powinna wyglądać i zachowywać się jako kobieta, kim może chcieć zostać w przyszłości – a sygnały z zewnątrz zawsze kreują kobietę jako żonę i matkę, i ewentualnie realizującą się w jakimś zawodzie – ale pierwsze dwie role są obligatoryjne. Szuka idealnej recepty na życie… a ta nie istnieje.

Nie jest łatwo być dzieckiem i nastolatką – to najtrudniejszy okres w życiu i dobrze, że trwa stosunkowo krótko. Nie należę do tych, którzy nastolatkom zazdrości młodości, ja im najserdeczniej współczuję. Każdemu kolejnemu pokoleniu, coraz bardziej zaawansowanemu technologicznie, jeszcze bardziej.

A komiks polecam i nastolatkom, i dorosłym. Na pocieszenie.

PS Skoro mowa o komiksie wypadałoby skomentować stronę graficzną. Bardziej podoba mi się ta konturowo ilustrująca rzeczywistość niż bezkonturowo, jakby przez mgłę (co jest uzasadnione), literacką wyobraźnię Shannon. Jest kolorowo i przejrzyście. Dzięki tej drugiej cesze (jak i angażującej fabule) oba tomy pochłonęłam od razu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *