Trzy królestwa

  Reżyseria: John Woo

Akcja ma miejsce w Chinach czasach dynastii Han, kiedy kraj był rozdzielony na trzy królestwa. Cao Cao, władca Północy pragnie zjednoczenia kraju, więc wygłaszam dwóm mniejszym królestwom wojnę. Zaatakowane państwa pod dowódcą Liu Bei (Young You) i Sun Quan (Cheng Chang) łączą się w sojuszu przeciwko najeźdźcy. Dochodzi do krwawej walki pod Czerwonym Klifem, która zmieni bieg historii Dalekiego Wschodu.

Szczerze powiedziawszy już się pogubiłam wersjami oryginalnymi, czyli z Chin, od tych kinowych, co ucięli i w ogóle o co chodzi.  Jeśli oglądałam wersję kinową, która trwa o połowę krócej od oryginalnej (czas się zgadza) to nie rozumiem tego zamieszania wokół niejasności z racji uciętych fragmentów, których nie było. Wreszcie na końcu czytamy ‚ciąg dalszy nastąpi’. A tak w ogóle to film jest na podstawie książki pt.: „Romance of the Three Kingdoms”.

Jeśli chodzi o same oglądanie, to było przyjemnie. Mam parę zastrzeżeń, ale też kilka miłych wspomnień. Zacznę od tych pozytywów, by was od razu nie zniechęcić. A więc film ma piękną scenografię, w tle odpowiednio dobranej muzyki Taro Iwashiro. W pamięci mam wiele cudnych ujęć, głównie to związane z młodym paniczem, taka słodka buzinka (zwłaszcza kiedy zwiewnęła). Robiły wrażenie sceny walki z przeciwnikami, wojownika, który przywiązał maleństwo do swych pleców, bo jego matka rzuciła się do dołu. Bałam się, że z któryś wrogów trafi w tą białą chustę. I potem przejmujący moment kiedy dorośnięte dziecko gra na flecie? i wszyscy, całe wojska go słuchają. Kolejną moją ulubioną sceną był poród konia, kiedy wyszedł ten mały nieporadny kucyk. A jedno z zabawniejszych ujęć to to, kiedy już w walce po kolei sznurami ściągają żołnierzy z koni, aż w końcu jest scena, kiedy jeden jedyny siedzi na koniu, a wokół niego same konie, bez żołnierzy. Jaka zdziwiona mina. 😉 I zaraz potem jego ściągnęli. Podziwiam grę Takeshi Kaneshiro (uroczy mężczyzna) i Tony’ego Leung Chiu Wai, którego dobrze skojarzyłam z filmem „Ostrożnie, pożądanie” (po scenach łóżkowych go poznałam ;P). Z woli wyjaśnienia scen erotycznych raczej tu nie ma. (wiem, że niektórych rozczarowałam ;P). A to są mnie największą frajdę zrobiło to słuchanie ich charakterystycznej mowy. Napisy nie zagłuszały, ich języka. Można się pośmiać, jak co niektóre rzeczy brzmią. Pasjonujące.

Jeśli chodzi o te słabsze strony, to poza tym, że te walki są tak długie, że aż nudne, to nienaturalnie wygląda tryskająca krew. Ja wiem, że to miały być jakieś efekty specjalne itp., ale przecież przy lekki dźgnięciu szablą krew nie wytryśnie na kilka metrów. Z postaci nie przypadła mi do gustu Xiao Qiao, grana przez Chiling Lin, była strasznie przemądrzała i niepodobało mi się to jak traktowała konie.

Reasumując dzieło na miarę Gladiatora nie jest, jakoś do tamtego mam większy sentyment (głównie z racji muzyki) i nie ma ciekawsze sceny. Nie mniej jednak jest dobre dzieło, które dla wschodniej kultury ma duże znaczenie.

7 thoughts on “Trzy królestwa

  1. nie widziałam tego filmu i nie wiem czy mam ochotę, aby go oglądać. Za dużo już mam do nadrobienia przez brak czasu na oglądanie filmów ;/bardzo podobają mi się te Twoje filmowe podróże. Interesujący pomysł. Ja nie miałabym się czym pochwalić ;P ale cieszę się widząc, że Ty masz 🙂 oby tak dalej ;*Pozdrawiam ;**

  2. Strasznie nudne, nie podobało mi się. Ani sceny walk, ani wszystko poza nimi- nic mnie tutaj nie wciągnęło. Długie, chaotyczne, bez emocji.

  3. Film o tej tematyce nie jest mi szczególnie bliski, jednak Chiny lubię, to znaczy ich kulturę, dlatego mniej srogo patrze na ten film. Pozdrawiam – movies-now.

  4. nie oglądałem i raczej nie obejrze… jedyny film tego typu, którego właśnie darzę sympatią to Gladiator i żaden inny film raczej mego zdania nie zmieni. zapraszam do siebie na „Nagi instynkt 2” z Sharon Stone [fajowe-filmy]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *