Po torach dookoła Europy, czyli Wsiąść do pociągu. Europa

Wsiąść do pociągu to gra ciesząca się niesłabnącą popularnością od wielu lat, wśród znajomych planszówkowiczów (kiedy zostanie wprowadzone takie słowo do słownika?) ten tytuł pojawia się niemal zawsze przy wymienianiu ulubionych czy rekomendowanych gier. O dużym zainteresowaniu tym tytułem świadczy także ilość edycji oraz dodatków, które pozwalają miłośnikom rozbudowywać linie kolejowe na kolejnych mapach świata (zarówno współczesnych, jak i historycznych) oraz realizować nowe trasy biletowe.

W moje ręce wpadła edycja Wsiąść do pociągu. Europa, która przybliża nam mapę linii kolejowych u progu XX stulecia. W porównaniu z pierwszą wersją gry zasady zostają wzbogacone o tunele (od wylosowanych kart zależy, czy uda się przez niego przebić), promy (do tego połączenia niezbędna jest co najmniej jedna lokomotywa) i dworce (pozwalają skorzystać z linii innego gracza do jednego miasta, co może okazać się niezbędne do realizacji biletu). Ogólnym celem gry jest zdobycie jak największej ilości punktów, które na bieżąco zdobywa się za każde połączenie pomiędzy 2 miastami, na koniec gry dostaje się za niewykorzystane dworce, zrealizowane bilety oraz stworzenie najdłuższej trasy.

Każdy z graczy w swojej turze może wykonać jedną z 4 akcji: dobrać karty wagonów lub kartę lokomotywy (pełniącej jakby funkcję jokera), dzięki którym może tworzyć połączenia (decyduje o tym ilość i kolor pól łączących dwa miasta na planszy), utworzyć połączenie, wybudować dworzec, dobrać 3 bilety, z których musi przynajmniej jeden zachować. Z tym ostatnim trzeba być ostrożnym, bo za niezrealizowane bilety odejmowane są punkty o wartości trasy. Gra kończy się w momencie, gdy skończy się runda po tym, jak pierwszy z graczy wykorzysta wszystkie wagoniki, tj. po nim pozostali wykonują ostatni ruch.

Nie dziwię się, że ten tytuł jest tak lubiany przez planszówkowiczów. Jest to dosyć prosta rozgrywka, opierająca się niemal na czystej strategii. Losowość jest tu ograniczona do dobieranych kart wagonów i biletów, co nie ma większego wpływu na rozgrywkę (na jedną rzeczywiście miało, bo niefortunny dobór kolorów uniemożliwił mi nazbieranie kart do dwóch połączeń, a co za tym idzie realizacji dwóch biletów – choć wtedy zapomniałam, że mogę brać zakryte karty ze stosu). Gra ma klimat, nie tylko kolejowy (co zostaje wzmocnione przez kolorowe plastikowe figurki wagonów, którymi ustanawiamy na planszy połączenia), ale przede wszystkim historyczny (choć pewnie w innych wersjach gry, będzie on bardziej podróżniczy czy egzotyczny). Nie jeden miłośnik kolei będzie próbował przy tej grze zweryfikować planszowe połączenia z rzeczywistymi (historycznymi).

Atutem tej gry są dodatki i rozszerzenia, które pozwolą urozmaicić rozgrywkę, wprowadzając nową planszę czy bilety. Ale czy rzeczywiście to urozmaica przebieg gry? Podchodzę do tego z umiarkowanym entuzjazmem, bo jedyną szansę na urozmaicenie dosyć monotonnej rozgrywki dostrzegałam w wyzwaniach kryjących się na biletach, w kombinowaniu, jak utworzyć nową trasę, najlepiej łącząc z utworzoną już przeze mnie linią. Przekonałam się jednak, że gracz dysponuje stosunkowo niedużą ilością wagonów i dobieranie biletów jest nieopłacalne, więcej punktów na tym traciłam, bo nie zdążyłam ich zrealizować, nim przeciwnik zakończył grę, bądź odkrywałam, że mam za mało taboru, by to wykonać. Jeśli zdecyduje się na realizację długiej trasy, to dobieranie kolejnych biletów nie ma sensu, bo a) nie zdążysz zrealizować innych biletów, b) prawdopodobieństwo, że wylosujesz trasy bliskie twojej linii, jest niewielkie. Gdyby dodatki wprowadzały nowe reguły gry, dostrzegłabym w nich szansę na uatrakcyjnienie rozgrywki. Nie zrozumcie mnie źle, gra jest ciekawa, wymaga koncepcyjnego myślenia, jednak ograniczona losowość sprawia, że rozgrywka jest pozbawiona niespodzianek, a co za tym idzie większych emocji. Brakuje mi tu też większej interakcji między zawodnikami, bo tu co najwyżej można zająć komuś linię, na której przeciwnik również planował utworzyć połączenie, ale dworce ten problem częściowo rozwiązują. Oczywiście im więcej graczy, tym ryzyko zajęcia linii przez przeciwnika rośnie, a co za tym idzie większe trudności w realizacji podjętych zadań.

Wsiąść do pociągu to idealna propozycja dla tych, co chcą strategiczne opracować plan swojego działania i stopniowo go realizować, przy niewielkim ryzyku, że przeciwnik to uniemożliwi lub co najmniej ograniczy. Rywalizacja odbywa się tu tylko na poziomie punktacji. A ja chyba bardziej lubię mieszać komuś szyki… 😉 Co nie oznacza, że gra nie zauroczyła mnie swoim klimatem.

P.S. Jeśli nie lubicie przegrywać, to nie grajcie z miłośnikami kolei. Nie macie najmniejszych szans. Potwierdzone info.

6 thoughts on “Po torach dookoła Europy, czyli Wsiąść do pociągu. Europa

  1. Widzę, że coraz większe grono zarażasz planszówkomanią 🙂

    U nas króluje tylko Chińczyk i gry karciane. O zapomniałabym jeszcze o grze Hamburger- dostałam ją jako dziecko, nie zgubiłam ani jednego pionka i teraz po latach cieszyła rozgrywka nie tylko mnie, ale też pasierbice.

    Pozdrawiam.

    1. Raz przy trzech osobach, zasadniczo przy dwóch. Nie zauważyłam większej różnicy. Ale niebawem będę miała okazję grać w większym gronie, to może zauważę większą dynamikę gry.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *