Łap za słówka! – Idealna gra do pociągu i nauki języków obcych

Wakacje w pełni, więc z pewnością spora część z Was także intensywnie podróżuje lub dysponuje większą ilością czasu, którą można miło zagospodarować, np. na graniu w planszówki, a te szczególnie sprawdzają się podczas deszczowych dni na urlopowym wyjeździe lub podczas jazdy pociągiem. I w tych ostatnich okolicznościach zagraliśmy w Łap za słówka! – najnowszy tytuł z oferty planszówek Egmontu.

Gra dobrze sprawdza się w podróży, ponieważ pudełko nie jest zbyt duże i optymalne dla potrzeb rozegrania partyjki w pociągu. Otóż jedna część pudełka służyła nam jako pojemnik na żetony punktów i z literkami, a druga (wierzchnia) jako miejsce do rzucania sześcioma kostkami. W tych okolicznościach zbędne okazały się kartonowe zasłonki, ale myślę, że są przydatne, gdy gra się w większym gronie przy stole. I generalnie zalecam grę w większym niż dwuosobowym gronie, ponieważ wtedy trudniej zdobywa się punkty i sama rozgrywka jest bardziej urozmaicona. Co nie znaczy, że w dwójkę gra się źle. Troszkę zmodyfikowaliśmy zasady, by było trudniej i ciekawiej. Ale zanim o nich napiszę, przedstawię, o co tu chodzi…

Łap za słówka przypomina trochę grę w „państwa, miasta…”. Każdy z graczy dostaje kartkę do notowania, następnie jeden z nich rzuca sześcioma kostkami, na których znajdują się kategorie (po 3 na kostce), wybiera jedną z nich, następny uczestnik wybiera kolejną kostkę itd. Jeśli gramy w mniejszym niż 6 osób gronie, to pozostałe kostki odkładamy do następnej rundy. Kategorii jest 18, niektóre jak film, muzyka czy książka pozwalają wybierać między nazwiskami, bohaterami i tytułami, które czasem można wymyślić, licząc, że się trafi. Zamiast nich chętniej widziałabym mniej kreatywne tematy, np. anatomia człowieka czy meble – ale w porządku, obecny zestaw jest ciekawy. Po wybraniu kategorii prowadzący gracz odwraca klepsydrę, która odlicza 90 sekund, i losuje żeton z literką, na nią muszą zaczynać się nasze słowa. Każdy z graczy musi po jednej stronie kartki wypisać 3 wyrazy pasującej do wybranej dla siebie kategorii, np. owoce i warzywa, a po drugiej podać tyle wyrazów, ilu jest graczy (np. w wariancie 3-osobowym 3 wyrazy) z kategorii przeciwników – tu można napisać wszystkie 3 wyrazy należące do jednej z kategorii przeciwników lub np. jeden wyraz do jednej kategorii, a dwa do drugiej. Trzeba się zmieścić w czasie! Następnym etapem jest czytanie wypisanych w swojej kategorii słów. Jeśli ktoś z przeciwników wypisał to samo słowo w tej kategorii, gracz nie otrzymuje punktów. Innymi słowy, dostaje punkt za każdy unikalny wyraz, którego nie wymienili przeciwnicy. Gra kończy się w momencie, gdy ktoś osiągnie co najmniej 15 punktów.

Gra w większym gronie pozwala typować słowa z wielu kategorii, ale też zwiększa prawdopodobieństwo, że słowa podane przez gracza, zostaną wypisane także przez jego przeciwników, w ten sposób rozgrywka na pewno staje się trudniejsza, ale i ciekawsza. Ponadto bardziej sprawiedliwy jest wybór kategorii, ponieważ w większym gronie uczestnicy ostatni w kolejce będą musieli coś wybrać z mniej preferowanych tematów, ale za to w następnej grze, będą mogli wybierać jako pierwsi. W dwuosobowej rozgrywce każdy z graczy ma na tyle szeroki wybór, że może dobrać ulubioną kategorię, w ten sposób gra się robi zbyt łatwa. Dlatego nieco zmodyfikowaliśmy zasady…

Najpierw wybieraliśmy kategorie sobie nawzajem, znamy swoje mocne i słabe strony to wiedzieliśmy, które tematy dla przeciwnika będą wyzwaniem. Później, naszym zdaniem najbardziej uczciwy wariant, wybieranie kostki w ciemno, tj. jeden z graczy rzuca je, nie patrząc, co wypadło i oboje nie patrząc na nie (i oczywiście nie obracając ich), biorą w ciemną jedną z nich. Jest tu trochę zabawy, bo czasem może się zdarzyć, że kilka razy z rzędu wylosuje się tę samą kategorię. A na końcu postanowiliśmy porzucić język ojczysty i doszlifować niemiecki… Nagle okazało się, że w tym języku preferujemy zupełnie inne kategorie ;-). Gra jednak zachęca do poszerzenia słownictwa.

Łap za słówka nie tylko jest imprezową grą słowną, ale też stanowi doskonałą bazę na grę edukującą w zakresie języków obcych. Sprawia nam wiele radości, przez czasem bardzo trafne, wbrew pozorom, skojarzenia (np. w kategorii sport ciągle przychodziło mi do głowy nazwisko Trynkiewicza, ale trudno uznać seryjne mordowanie za sport, potem okazało się, że był wuefistą, więc pasuje jak ulał!) – aż dziw, że nikt ze współpasażerów, z powodu częstego śmiechu, nie próbował nas się pozbyć z wagonu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *