Niebrytyjski Londyn (Nowi Londyńczycy – Ben Judah)

Muszę przyznać, że z pewnymi obawami obserwuję politykę migracyjną krajów Zachodu. Zamieniają w swoje kraje w multikulturowe przestrzenie, w których bogata kultura narodu ginie. I nie mówię tego z perspektywy rasistki czy osoby uważającej, że wielokulturowość jest wielkim złem, lecz turystki, dla której podróżowanie traci sens, gdy wszędzie będzie jednakowa mieszanka. Wielokulturowość nie jest zła, póki nie występuje ona w takiej skali, jak chociażby w Londynie, gdzie Brytyjczycy stanowią mniejszość mieszkańców. Mieszkańcy dzisiejszego Londynu stali się głównymi bohaterami reportażu Bena Judaha zatytułowanego Nowi Londyńczycy.

Autor jest rodowitym Londyńczykiem, lecz po paru latach wracając do rodzinnego miasta, nie rozpoznaje go. Obserwuje przybywających do dworca autobusowego imigrantów z różnych stron świata, za niektórymi podąża, pragnąc poznać ich historie, motywację do opuszczenia ojczyzny i próby ułożenia sobie życia w obcym kraju, którego języka nie znają. Aby wczuć się w ich sytuację, decyduje się nawet na kilkudniowy nocleg na ulicy. Rozmawia z ludźmi różnych narodowości, przy czym można dostrzec taką zależność, że Azjaci lepiej niż Afrykańczycy odnaleźli się w brytyjskiej rzeczywistości, a ci obecnie napływający do Anglii mają znacznie trudniej niż ci, którzy imigrowali tam paręnaście lat temu. Pierwsza zależność wynika z tego, że Azjaci rozpracowali system, którego przybysze z Afryki po kilkunastu latach nadal nie ogarnęli. Natomiast druga to oczywiście następstwo nadmiaru imigrantów, dla których już nie ma miejsc pracy i mniejsze są możliwości zorganizowania tam przyzwoitego życia. Ben Judah rozmawia nie tylko z najbiedniejszymi, ale także najbogatszymi, których los jest niewiele lepszy od życia, jaki wiodą Rumuni śpiący na ulicy, afrykańscy sprzątacze metra czy filipińskie pokojówki tym najbogatszym służące. Arabska księżniczka wychowywana w systemie: nic nie musisz robić, bo znajdziemy ci bogatego męża, jest potwornie znudzoną, pozbawioną pasji dziewczyną, która tylko czeka, aż przedstawią jej partnera. Ma swojego szofera i pokojówki, które są na każde jej skinienie. Z jednej strony może mieć wszystko, z drugiej zaś nadzoruje ją szejk straszący pójściem do piekła za późnonocne powroty z klubów. Jak przeżyć każdy dzień? Tylko na dragach.

Ben Judah poznaje także ludzi, którzy w swojej pracy mają do czynienia z multikulturowymi migrantami: policjantami, nauczycielami. Ich obserwacje nie napawają optymizmem, choć młodzi ludzie zdają się nie dostrzegać między sobą większych różnic, rodzice wychowują dzieci w poczuciu wyższości i nienawiści do przedstawicieli innych ras i narodowości.

Nowi Londyńczycy to zbiór prawdziwych opowieści, obok których nie da się przejść obojętnie. Wstrząsają i przerażają. Wydają się niewiarygodne. A kiedy myślałam, że już żadna historia w tej książce nie zrobi na mnie takiego silnego wrażenia, to trafiam na wnikliwy i sugestywny opis pracy myjącego zwłoki… Obrazy ludzi, jakie wyłaniają się z tego reportażu, pozostaną we mnie na długo. Wydawało mi się, że już miałam realną, niezmitologizowaną wizję, jak wygląda życie londyńskich migrantów. Dało się ją częściowo poznać, a też odczarować relacje znajomych emigrantów, w komiksie Rozmówki polsko-angielskie Agaty Wawryniuk, książce Lata powyżej zera Anny Cieplak czy filmie Niezwykła podróż fakira, który utknął w szafie. Te opowieści jednak wydają się bajeczką na tle książki Judaha, którą koniecznie trzeba przeczytać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *