Pianistka

  Reżyseria: Michael Haneke

Ekranizacja powieści Elfride Jelinek pod tym samym tytułem przedstawia historię Eriki Kohut (Isabelle Huppert), pianistki, która wykłada w szkole muzycznej. Po pracy idzie do kina porno, schadza w niebezpieczne i nieznane miejsca w Wiedniu. Kiedy jeden z jej studentów (Benoit Magimel) wyznaje miłość, okazuje się, że jej rozumowanie pojęcia „miłość” nie jest takie jak u innych.

Książkę austriackiej noblistki przeczytałam kilka lat temu, będąc jeszcze w gimnazjum. Pamiętam, że wywarła na mnie piorunujące wrażenie. Ta historia to był jakiś koszmar z nie życia ziemskiego wzięty, ale z jakiegś piekła. I film to piekło jeszcze bardziej akcentuje. Może zacznę od pierwszej kwestii, być może mało istotnej na tle całej fabuły, ale bardzo byłam zaskoczona, kiedy dowiedziałam się, że jest to produkcja francuska. Akcja dzieje się w Wiedniu, bo i autorka adaptowanej powieści jest Austriaczką. To miło, że ktoś z zagranicy zainteresował się powieścią i miał pomysł na zekranizowanie, co wyszło całkiem nieźle, ale jak brzmi francuski na tle Wiednia, w ustach bohaterów, którzy mieszkają w Austrii. Mnie to raziło.

Główny wątek dramatu krąży się wokół pianistki, która mieszka z matką.Choć Erika jest już w średnim wieku, jej matka ciągle ją kontroluje, tak jakby była małą dziewczynką. Ja osobiście powiem, że ja z taką matką nie wytrzymałabym będąc w aktualnym wieku (nie wyobrażam sobie, żeby grzebała mi w ubraniach i co 5 min. dzwoniła do znajomych, żeby sprawdzić, czy ja faktycznie jestem tam gdzie jestem), a tu dorosła  i poważna kobieta śpi razem z matką w jednym łóżku! Zachowanie matki wyjaśnia charakter i postępowanie pianistki. Sama Erika jest nieatrakcyjną i typowo nudną profesorką muzyki, chyba nie muszę dodać, że jest starą panną. Pal sześć jak dzieje się w domu, jak układają się relacje matka-córka. Prawdziwy dramat rozwija się, kiedy na planie pojawia się przystojny pan Klemmer, który od pierwszego wejrzenia zakochuje się w Erice (co mnie trudno zrozumieć, ale jak to mówią każda potwora znajdzie swego amatora). Erika zna „miłość” tylko z filmów porno. Nie spodziewajmy się więc, że z tego uczucia rozwinie się dojrzały związek. Erika opisuje swoje oczekiwania co do ich „miłości” w liście, który Walter potem ma przeczytać. Czar pryska momentalnie, obiekt westchnień okazuje się być sadomasochistyczną kobietą, która nie wie nic o prawdziwej miłości.

Wkurzała mnie matka, denerwowała mnie Erika i strasznie żal mi było Waltera, choć nie mogłam zrozumieć jego zafascynowania, ale trzeba przyznać, że stał się ofiarą nie tylko masochistki, ale też sadystki. Zresztą nie tylko Walter, uczniowie Eriki też ucierpieli, w szczególności utalentowana Anna Schober. (choć czy ona faktycznie miała ten talent?)

Gra aktorska na niezłym poziomie, bo nie ważne jakie, ale że kreując swoje role aktorzy wzbudzali emocje, prowokując do oceny bohatera, a nie samego aktora. Muzyka tylko u nielicznych wyszła zachwycająco. Reszta się aż prosi o pozostawienie instrumentów w spokoju. Dramat jest szokujący i naprawdę mocny, nie brak w nim scen bardzo odważnych (w końcu główna bohaterka lubiła odwiedzać kino porno). Produkcja dla widzów o mocnych nerwach.

Ocena: 7,5/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *