Przedpremierowo: Ujarzmić wroga (Wilkołak, reż. Adrian Panek)

Premiera 29 marca!
Można mieć pewne obawy przed filmem Adriana Panka, bo czy doświadczenia wojenne same w sobie nie są dość przerażające, by opowiadać o nich w konwencji horroru? Jednak kilka kadrów wystarcza, by przypomnieć o innym dziele łączącym potworność wojny ze zjawiskami nadprzyrodzonymi: Labirynt fauna. I odniosłam wrażenie, że Panek częściowo inspirował się filmem Guillermo del Toro. Choć baśniowe stwory w Wilkołaku się nie pojawiają.

Historia rozgrywa się u kresu II wojny światowej, kiedy Rosjanie przybywają z odsieczą i przeganiają Niemców, uwalniają ludzi z obozów. Wśród uwolnionych znajduje się grupa dzieci wraz z około dwudziestoletnią Hanką, która pełniła funkcję ich opiekunki. Trafiają do dawnego pałacu, pod opiekę Jadwigi, która utrzymując kontakty z rosyjskimi żołnierzami, zapewnia gromadce minimalne zaspokojenie podstawowych potrzeb fizjologicznych. Powrót do normalności zostaje utrudniony przez atak wygłodniałych psów, wypuszczonych przez esesmanów z obozu.

Szczególnie ciekawe w Wilkołaku jest to, że zamiast krwistej masakry, choć bez ofiar się nie obejdzie, dostajemy psychologiczne studium, jak obozowe instynkty determinują zachowanie dzieci w sytuacjach krytycznych. Tak naprawdę oni jeszcze nie wyszli z obozu, wciąż tkwią w swoich pasiastych wdziankach, a próba wymazania numeru wytatuowanego na ręce kończy się fiaskiem. Wciąż rzucają się na każdy kąsek pożywienia, nie będąc zdolnym do opanowania sztuki posługiwania się sztućcami. I mają odruch przemycania jedzenia na czarną godzinę. To są gesty, od których nie sposób się uwolnić, a z drugiej strony okoliczności temu nie sprzyjają, bo poza obozem nadal głodują – jedyni posłańcy z żywnością gniją ze zmasakrowanym przez zwierzęta ciałem, a wygłodniałe psy otaczają dom i czają się na każdą okazję, by dorwać się jakiekolwiek mięsa.

Przed bohaterami stoi kilka wyzwań: po pierwsze nauczyć się żyć we wspólnocie, po drugie zdobyć pożywienie i wodę, po trzecie, bez czego nie zrealizują drugiego zadania, muszą pokonać psy. I w tej sytuacji najbardziej widać, kto dojrzał do życia we wspólnocie, a kto został przy pierwotnym instynkcie ratowania siebie samego, w innych widząc rywali. Postać Władka jest głównym motorem dynamiki w tym filmie – jest nieprzewidywalna, niepokojąca i nieobliczalna. Od samego początku nowy członek ich grupy Janek stał się jego wrogiem numer jeden, bo ten w przeciwieństwie do Władka cieszy się uznaniem Hanki, pomocny, zaangażowany, mający dobre pomysły. We Władku natomiast widać gotowy materiał na młodego esesmana, można nawet pokusić się o podejrzenie, czy jego nieprzychylne podejście do współlokatorów nie wynikało z rozczarowania końcem wojny, w której nie zdążył się wykazać? Tymczasem, kiedy nadarza się ku temu sposobna okazja, gdyż jako pierwszy odkrywa metodę na uspokojenie wilczurów, tę wiedzę zachowuje dla siebie, próbując tylko bohatersko wyjść na przyniesieniu na śniadanie puszki… ze smarem.

Atutem tego filmu jest balansowanie między potwornościami a momentami sukcesu, między dramatem a humorem, który rozładowuje napięcie, podkręcone muzyką i budowane przez stałe utrzymanie widza na granicy lęku i nadziei. Być może niektórzy poczują się oszukani przez twórców filmu, ja jednak byłam usatysfakcjonowana takim pokojowym rozwiązaniem konfliktu fabularnego. Pokazującym, że nie w egoizmie i agresji tkwi siła. Wilkołak jest przede wszystkim jednak znakomitym obrazem ilustrującym psychologiczne piętno obozowych doświadczeń u dzieci (świetnie zagranych przez młodych aktorów) – osób najbardziej podatnych na kształtowanie pewnych życiowych postaw.

Ocena: 8/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *