We Are the Best!, reż. Lukas Moodysson

Film od pierwszej sceny wzbudzał we mnie pewną niechęć do głównych bohaterek. Z pewnym wstydem przyznaję, że utożsamiałam się ze społeczeństwem, który nie akceptował wyglądu dziewczyn. No właśnie, trudno było w bohaterkach dostrzec dziewczyny, nawet uznać, że to są chłopczyce. Wiem, że krytykowanie czyjegoś wyglądu jest poniżej jakiegokolwiek poziomu, ale naprawdę nie mogłam zrozumieć działań dziewczyn. Działań, które dyktował ich młodzieńczy bunt.

I to nie dlatego, że nie lubię punku, czy dlatego, że moje nastoletnie lata przypadały 20 lat później. Po prostu w ich wieku miałam zupełnie inne spojrzenie na świat, choć też się buntowałam. Ale jednak. Nie rozumiem, jak można narzekać na rodziców, tylko dlatego, że ci chcą imprezować razem z z dziećmi (w czasie wszystkich urodzin obecność i współuczestnictwo rodziców było mile widziane przez wszystkich moich gości). Nie wiem, co stoi na przeszkodzie w zakochaniu się chłopaku zaledwie 3 lata starszym (no chyba, że problemem było to, że jest za młody). I wreszcie, jak można ściąć swoje długie piękne włosy, tylko dlatego, żeby być z kimś w zespole (nie, też nie należałam do osób, które w tym wieku miało dużo przyjaciół). Tyle z osobistych uprzedzeń wobec historii filmowej.

A tak bardziej obiektywnie, słabym punktem filmu jest to, że jest pozbawiony sensownej myśli przewodniej. Co daje hasło „we are the best!” ? Jedynie pozwolenie na działanie wbrew normom społecznym, poddawanie się chwilowym zachciankom bez względu na to, czy konsekwencje tych zachowań burzą pewien porządek w danej społeczności np. w szkolnej stołówce. Jeśli, jak mówi Kaczy, przesłaniem filmu ma być to, że „wiara w siebie poprawia humor”, to jest to najmniej dojrzały i odpowiedzialny przekaz filmu młodzieżowego, ever. Finał filmu nie mówi jednoznacznie, że bycie sobą za wszelką cenę, buntowanie się przeciwko utartym stereotypom na temat dziewczęcości jest grą wartą świeczki. I równocześnie nic jasno nie pokazuje, że dziewczyny robią źle, bo u bohaterek (poza Hedvigą) nie zaszła żadna metamorfoza. Uważam, że w filmach młodzieżowych moralizatorska (lub po prostu ku pokrzepieniu serc) pointa powinna być nie tylko obecna, ale uwypuklona. Z historii trzynastolatek, które postanowiły założyć zespół punkowy, absolutnie nic głębszego nie można wynieść. A szkoda, bo materiał porusza wiele wątków, które można byłoby analizować, choćby pod kątem genderu, gdyby twórcy zechcieli pośrednio przedstawić swoje stanowisko wobec poruszonej opowieści.

Ocena: 5/10

Inne recenzje tego filmu możecie przeczytać też tu:
Seriale, Filmy, Muzyka
Dyskretny Urok Kina
Kino Koneser
REC-EN-ZEN’T

Za możliwość obejrzenia filmu dziękuję

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *